#7 "Hiszpańska fiesta i soczyste mandarynki" Alex Browning




Autor: Alex Browning
Tytuł: "Hiszpańska fiesta i soczyste mandarynki"
Gatunek: Obyczajowa
Rok wydania: 2012
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 279


Jeżeli nigdy nie dostaliście w swoje łapki tej książki to powiem jedno, nie żałujcie. Nie jest to zapierająca dech historia, ani też nie ma wartkiej akcji, ani w zasadzie rozbudowanych bohaterów... No dobrze, ale co jest w niej takiego, że jednak po tę pozycję sięgnęłam?

Jest to prosta historia pary Brytyjczyków - małżeństwa, które ni stąd ni zowąd postanawiają całe oszczędności życia zainwestować w Hiszpanii. Dokładniej rzecz biorąc postanawiają przenieść się do Andaluzji. Chcą ziścić swoje głęboko skrywane marzenie i idą za głosem serca. Zakupują mały domek "Finca Tara", gdzie ziemia w okół jest nieurodzajna, a ze ścian zlatują tynki. Dachówki są do tego stopnia porowate, że przy większej ulewie zalewa im cały dom, a po korytarzach grasują węże i szczury, które wyłapują je ich zgraja kotów.



Jednak Alex i James żyją swoim małym marzeniem. Widzą oczami wyobraźni pięknie odremontowany mały domek w Andaluzji, gdzie zjeżdżają do nich goście z Anglii. Gdzie otaczają ich piękne ogrody, przy basenie wylegują się z przybyłymi wczasowiczami, a na kolację podają miejscowe specjały. Jednak co chwilę staje im coś na drodze do spełnienia tego marzenia...

Przez całą opowieść towarzyszymy im podczas tej podróży. W ich małych sukcesach czy też porażkach, bo i takie się zdarzały, a mieszkanie w Hiszpanii jednak nie jest tak usłane różami jak im się na początku wydawało. Począwszy od różnic kulturowych, języka a skończywszy na problemach z ziemią uprawną czy dyrektywach Unijnych dotyczących handlu cytrusów i oliwek.



Niewątpliwie największym atutem na początku książki są tłumaczone hiszpańskie zwroty czy pojedyncze słówka. Ja z nimi nie miałam większego problemu, ale osoba nie mająca styczności z językiem hiszpańskim na pewno podziękuje niebiosom i przede wszystkim autorce za takie udogodnienie w czytaniu.
Ciekawostka: po zakończonej pracy przez pracowników najemnych należy zrobić dziękczynny obiad z mnóstwem ilości wina! Po czym po obiedzie pracownicy zwykle wracają do pracy...

Książka jest w zasadzie nijaka, wręcz napisałabym iż nazbyt zwyczajna, ale ukazująca prawdziwe życie w Andaluzji. Z jego pozytywnymi aspektami jak i negatywnymi, choć tak na prawdę ciężko wyczuć klimat tego regionu. Zbyt mało opisów, potraktowana raczej jakby ktoś chciał swoje wszelkie żale przelać na papier. Za mało humoru, za mało zabawy, za mało bestroskości...Sielskie życie, nie bardzo porywające, ale być może dla niektórych czytających będzie interesującą przygodą.


Cytaty

Nie znalazłam zbyt wiele cytatów ale jeden mi wyjątkowo się spodobał.

Są starzy piloci i są odważni piloci, ale starych odważnych pilotów jest bardzo niewielu.

Moja ocena końcowa to dość naciągane 5/10. Jeżeli ktoś potraktuje tę książkę bardziej jak ciekawostkę to jest ok, ale mogę się założyć, że drugi raz do niej nie wróci. A przynajmniej ja nie wrócę i chyba oddam do biblioteki.



Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.