#17 Czy "Zły romeo" L. Ryven jest rzeczywiście tak zły?





Autor: Leisa Rayven
Tytuł: "Zły Romeo"
Gatunek: literatura młodzieżowa
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 332

Książka zapewne większość osób zachwyciła(oczywiście tych, którzy przeczytali) i jeżeli tak było, to nie czytajcie mojej recenzji, bo nie będzie z gatunku tych słodkich i pięknych... Ale jeśli jeszcze nie zdecydowaliście się co gorsza na kupno tej książki, to może warto, abyście jednak przeczytali moją poniższą opinię.


Troszkę o treści...

W tej pozycji są przeplatane dwie opowieści. Jedna jest historią wiecznie napalonej młodej dziewczyny, która trafia do szkoły aktorskiej, a tam poznaje Ethana - biedny chłopak, na którego zaciąga parol. Od początku czuć między nimi chemię, to nie ulega wątpliwości. Grają razem w sztuce "Romeo i Julia", podczas której dochodzi do spięcia seksualnego pomiędzy nimi. Ona pragnie się na niego rzucić, a on niekoniecznie chce przyjąć jej umizgi i ciągle się opiera, tłumacząc zawiłymi, czasem mało zrozumianymi, powodami. W końcu zaczynają ze sobą "chodzić". Cassie jest przeszczęśliwa, że może Ethana nazywać "swoim chłopakiem", aż w końcu ten łamie jej serce...
Z drugiej strony mamy historię Cassie i Ethana "po latach". Spotykają się podczas kolejnego granego wspólnie spektaklu, gdzie wracają dziewczynie koszmary przeszłości.

Opinia...

Kiedy dla jednych książka jest pięknym obrazem miłości między dwojgiem ludzi, dla mnie to przereklamowany twór, który kręci się ciągle wokół jednego tematu, a w zasadzie jednej osoby - Cassie - nienasyconej dziewicy, która próbuje na wszelkie możliwe sposoby rozbudzić ciekawość seksualną Ethana. W połowie książki miałam już dość - w sensie głównej bohaterki, i miałam cichą nadzieję, że Holt da sobie z nią spokój i zainteresuje się inną dziewczyną - mniej napaloną i może bardziej interesującą w sensie intelektualnym...



Najgorsza w tej pozycji chyba nie jest sama treść, a te wszystkie słowa zachwytu i blurby na początku. Odnoszę wrażenie, że niektórzy bloggerzy tak na prawdę tej książki nie przeczytali i pisali w ciemno peany oraz hymny pochwalne. Tak samo się dziwie autorkom: Colleen Hoover czy Katy Evans - odnoszę wrażenie, że chyba czytałyśmy inną książkę.



Przepraszam, ale pozycja jest mocno średnia, gdzie trafiały się niekiedy wulgaryzmy, a akcja ślimaczyła się przez praktycznie całą treść opowiadając o jednym aspekcie - seksualnym. Jedyna rzecz jaka mnie trzymała przy doczytaniu do końca była chęć zaspokojenia ciekawości odnośnie tajemnicy Ethana, która się okazała delikatnie mówiąc, nijaka.


Cytaty...

Żeby nie być aż tak okrutną, to napiszę, że znalazłam kilka ciekawych cytatów, które ratują negatywny oddźwięk całej książki...

"Człowiek wiecznie karmiony kłamstwami prędzej czy później znienawidzi ich smak."
"Czasami darzenie kogoś uczuciem nie ma nic wspólnego z wolą, a wiele wspólnego z potrzebą."
"Nie da się odnaleźć miłości tam, gdzie jej nie ma, ani ukryć tam, gdzie na prawdę istnieje."
"Czasami otaczam się murem nie tylko po to, by nie nie dopuszczać do siebie innych, ale i po to, aby się przekonać, komu zależy na nas na tyle, aby zechciał go zburzyć."
"Czasami nie warto naprawiać tego, co zepsute. Lepiej zacząć od początku i zbudować coś nowego."



Ocena...

Jak pewnie zauważyliście, książka nie do końca mi się spodobała, ale zważywszy na dobre cytaty dam jej 4/10, jednakże raczej nie prędko do niej wrócę, a być może wrzucę ją na wymianę bądź przeznaczę na listę do przekazania dla mojej miejscowej biblioteki.
Mimo to, jestem ciekawa czy kolejna z książek tej serii będzie na podobnym poziomie. Na pewno chciałabym się przekonać i miło rozczarować.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.