#11 Tysiące pięter w pięknej oprawie...


Autor: Katherine McGee
Tytuł: "Tysiąc pięter"
Gatunek: romans/dla nastolatków
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 411


Cześć moi drodzy,
dziś przychodzę do Was z książką, która jest ostatnio na topie i na wielu półkach sklepowych znajdziecie ją w bestsellerach. Jest to powieść, która prawdopodobnie będzie posiadać dalszą kontynuację, a przynajmniej na to się wskazuję zakończona lektura... A będzie dziś o książce Katherine McGee "Tysiąc pięter".

Zapewne wśród Was znajdą się osoby, które już czytały bądź nawet zrecenzowały i mają już wyrobione zdanie na jej temat, jednak mam nadzieję, że poniższa recenzja się Wam spodoba i będzie przydatna przede wszystkim dla tych, którzy jej jeszcze nie czytali.



Mnie książka nie zachwyciła. Tak... Przepraszam fanów i fanki tej pozycji, ale albo jestem już za stara na tego typu książki albo zwyczajnie ta przeplatająca się historia mi nie podeszła. Może to też wynikać z faktu, że nigdy nie przepadałam za "Pretty little liars" a niestety widzę spore podobieństwa pomiędzy serialem a książką.

Ale, ale...

"Tysiąc pięter" to historia grupki nastolatków, którzy mieszkają w nowoczesnym wieżowcu w centrum Nowego Jorku. Obserwujemy ich sercowe perypetie, problemy z nałogami, z ogarniającą ich nudą a nawet z przeżyciem od pierwszego do pierwszego. Prawie każdy bohater ma za sobą skomplikowaną przeszłość. No chyba oprócz Avery, która wydała mi się najnudniejszą postacią, a jej perypetie miłosne w ogóle do mnie nie przemówiły, a wręcz wydały się mocno naciągane. Jej zachowanie względem osoby, którą rzekomo kochała wydała mi się na granicy dobrego smaku - ale nie chcę spojlerować, ani zdradzać szczegółów, aby Was nie zniechęcić do przeczytania...

Moimi ulubionymi wątkami w tej całej historii były zdecydowanie opowiedziane o Rylin oraz Watt'cie. Oboje nie należeli do elity w Wieżowcu, a chyba ich losy były jednymi z ciekawszych. Rylin mieszkająca na 32 piętrze, pochodząca z tzw. nizina społecznych, trochę zagubiona po śmierci matki, próbująca przetrwać od pierwszego do pierwszego. Zaczyna pracę jako sprzątaczka czy też pomoc domowa u Corda i pomiędzy tym dwojgiem powolutku zradza się uczucie. Z kolei Watt i jego tajemnicza Nadia - duet idealny do mieszania w systemach w Wieżowca. Dzięki Nadii, która jest komputerem chłopak może nielegalnie zarabiać na studia na MIT, a poza tym pomaga mu w... randkowaniu :)

Pozostałe wątki, czyli Avery, Eris, Ledy do mnie kompletnie nie przemówiły, niestety.


Podobało się...

Podziwiam autorkę, że nie pogubiła się w całej historii i trzymała się logiki. W większości bohaterowie byli jacyś, co kolorowało całą opowieść. Dodatkowym atutem była oprócz wątków romantycznych, wizja przyszłości według autorki... Te wszystkie nowinki technologiczne, soczewki kontaktowe, którymi można było sterować mrugnięciami bądź wręcz w myślach wydawać komunikaty... Świetna wizja i bardzo nowatorska.

Nie podobało się...

Jak już wcześniej wspomniałam, nie każdy wątek mi przypadł do gustu, ale może to i dobrze? Bo dzięki temu, każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie... I na pewno postać Ledy jest dla mnie wielkim rozczarowaniem - dawno nie czytałam książki, w której postać by była przesiąknięta takim żalem i pretensjami do świata...

Cytaty

W tej pozycji nie znalazłam za dużo cytatów, które by mnie w jakiś sposób urzekły, jednakże w top 2 pojawią się na pewno poniższe:

"Im więcej widzisz, tym mniej wiesz."

"Miłość to nie to samo co zaufanie"



Ocena końcowa tej pozycji to będzie 6/10. Czekam na drugą część, która domyślam się, że przez intrygę Ledy może być jeszcze ciekawsza... Przez pierwszą połowę książki strasznie się wynudziłam, natomiast po skończeniu ostatniej strony zaniemówiłam. Jest w tej książce coś, co do niej przyciąga, a jednocześnie odpycha... Stąd może zbyt niska ocena, ale wydaje mi się adekwatna do treści.



Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.