#43 Confess | Colleen Hoover


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "Confess"
Gatunek: romans
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 297

Cześć kochani,
kilka dni temu skończyłam czytać tę cudowną powieść Colleen Hoover. Jest klimatyczna, są emocje, ale nie chcę Wam już za dużo zdradzać. Zapraszam do czytania :)



Troszkę o treści...

Auburn po śmierci ukochanego walczy o odzyskanie życia i dziecka. Owen po śmierci matki i brata próbuje na nowo odbudować relacje z ojcem. Oboje łączy strata bliskich. Kiedy pewnego dnia spotkają się w pracowni Owena, połączy ich desperacja: ona potrzebuje pieniędzy, a on osobę do pomocy w sprzedaniu obrazów. Czy będzie to początek uczucia?

Moja opinia...

Książka "Confess" wydana nakładem wydawnictwa Otwarte, została wypuszczona na rynek tak na prawdę w dwóch wersjach - białej i bordowej. Ja się zdecydowałam na zakup tej ciemniejszej, z racji tego, że mam za dużo okładek z jasnym grzbietem i chciałam czegoś innego. Ale trzeba nadmienić, że kiedy wydawnictwo daje nam - czytelnikom, wybór w zakupie, jest to bardzo ciekawa i dość niespotykana propozycja.
"Co to za wyznanie, jeśli nikt go nie przeczyta. To tylko nieujawniona tajemnica."
Styl pisania Colleen Hoover w książce "Confess" jest bardzo ciekawy, lekki i wciągający. Autorka od pierwszych stron stworzyła całkiem ciekawą opowieść, która trzyma w napięciu do ostatnich stron. Powiem więcej jest lepsza niż niejeden thriller psychologiczny, który ostatnimi czasy miałam okazję przeczytać.


Narratorów w tej powieści jest dwóch. Są to główni bohaterowie - Owen i Auburn. W związku z pierwszoosobową narracją znamy ich myśli, ich punkt widzenia. Jest to ciekawy zabieg, który bardzo lubię w książkach, ponieważ daje to czytelnikowi bardziej związać się z bohaterem. Taka wymienność spostrzeżeń na pewno nie nudzi i nie tworzy wrażenia, jakie niejednokrotnie mi towarzyszy podczas czytania książek z jednoosobową narracją jednej osoby - w trakcie czytania bardzo często główny bohater po prostu zaczyna irytować.

"Ludzie dzielą się na tych, których się spotyka i poznaje, i tych, których się spotyka i już zna."

Pomiędzy naszymi głównymi bohaterami - Owen i Auburn - od samego początku wyczuwa się chemię, tryskające iskierki i wiedziałam, że oboje są sobie pisani. Ale jak to ma często miejsce w tego typu powieściach musi się wiele wydarzyć aż zrozumieją, że są sobie pisani. Poza tym, moje drogie(drodzy?), która z nas nie marzy o takiej postaci jaką jest Owen? Idealny mężczyzna o gołębim sercu, mający wyobraźnię, kreatywny i do tego męski, a nie zniewieściały? :)



Bardzo ciekawym elementem były w książce zdjęcia z obrazami namalowanymi rzekomo przez Owena. Świetny zabieg, dzięki któremu zdecydowanie bardziej dało się wyczuć nutkę artyzmu w tej postaci. Ale przyznam się Wam, że niejednokrotnie Auburn mnie denerwowała swoim zachowaniem - wynikało to pewnie z tego, że nigdy nie byłam w jej położeniu - osoby, która mnóstwo przeszła i mimo wszystko pozbierała się, aby żyć dalej.
"To nie mięśnie dają mężczyznom siłę. Tylko tajemnice. Im więcej dochowasz tajemnic, tym będziesz silniejszy."
"Confess" ma w sobie magię, którą niejednokrotnie bardzo ciężko znaleźć w obecnie wydawanych książkach. Bohaterowie nie rzucają się od razu sobie w objęcia, tylko powolutku, subtelnie tworzy się pomiędzy nimi cudowne uczucie, które chcemy, aby trwało jak najdłużej. Do tego wszystko należy dołożyć tajemnice, niesztampowe zwroty akcji i cudownie zawiązane ze sobą wszystkie wątki. Cud, miód i malina :)
"Czasem ludzie chcą tego, czego nie mogą mieć, i mylą to z uczuciami do drugiej osoby."

Moja ocena...

Książce w zasadzie nie brakuje niczego. Są piękne cytaty, jest interesująca treść, omawia kilka istotnych, ludzkich dylematów i pomimo głównego wątku miłosnego, jest też intryga a nawet są wspomniane wcześniej zdjęcia/obrazy. Nie dam jej maksymalnej noty, ponieważ dość często irytowała mnie główna bohaterka - możliwe, że wynikało to z tego, że nie do końca potrafiłam się wczuć w jej pozycję. Mimo to, wydaje mi się, że książka zasługuje na bardzo mocne 8/10. Polecam przeczytać, bo warto.

P. S. Jak skończycie czytać, dopiero wtedy obejrzyjcie serial pod tym samym tytułem, który jest oparty na książce. W jednej scenie nawet widać autorkę powieści ;)

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.