#61 Trzymaj się, Mańka! | Małgorzata Kalicińska



Autor: Małgorzata Kalicińska
Tytuł: "Trzymaj się, Mańka!"
Gatunek: literatura kobieca/romans
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Burda Książki
Ilość stron: 552

Cześć kochani,
dawno nie było na blogu niczego z literatury kobiecej i na przeciw temu "problemowi" wyszło mi Wydawnictwo Burda Książki, które to zaproponowało zrecenzowanie najnowszej pozycji Małgorzaty Kalicińskiej "Trzymaj się, Mańka!". Czy jest to dobra lektura na jesień? Dowiecie się z poniższej opinii.


Krótko o treści...

Kiedy Marianna budzi się z letargu po śmierci swojej siostry - Lilki, okazuje się, że trafia w centrum cyklonu. Z sufitu leje się woda i widmo dłuższego remontu jak i bezrobocia jej co raz bardziej ciąży. Na szczęście ma tę przyjemność, że ma(MA?) Antka - jej pośrednika niedoli, jak i pozytywnych wieści, których ostatnio jak na lekarstwo. Problem jest tylko jeden. Znają się jedynie z wiadomości mailowych oraz pewnej zawiłej sytuacji związanej z psem. Czy to będzie odpowiedni moment na wyjazd z kraju i szukanie nowej przygody poza granicami w tak odległej Korei?

Moja opinia...

 "Nigdy nie należy się bać własnej odwagi. A jeśli już musisz się bać, to bój się i rób!"
To były tak na prawdę pierwsze słowa, jakie przeczytałam i które to zwróciły moją uwagę, kiedy zastanawiałam się, czy zdecydować się na recenzję tej dość specyficznej pozycji. Bo czy ja - niespełna 30-sto latka - będę potrafiła się wczuć w problemy miłości po 50-tce? Z początku podchodząc do tej pozycji dość sceptycznie, podjęłam ryzyko. Tak jak hasło głosiło, boję się i robię, a co mi tam ;)



I tak na prawdę bardzo się cieszę, że podjęłam się tej próby, choć wstyd się przyznać, że z Panią Małgorzatą mam dopiero pierwszy raz styczność. Oczywiście, kojarzyłam wcześniej nazwisko z autorki serią, która miała "rozlewisko" w tytule, ale nigdy nie było mi dane jej przeczytać, ani nawet obejrzeć zekranizowanego serialu. Może to i dobrze, ponieważ nie mając porównania, podeszłam do książki z lekką głową, w zasadzie niczego spektakularnego nie oczekując, a mając nadzieję na lekką pozycję, która mnie na kilka godzin pochłonie.

I rzeczywiście tak było... Choć z początku okropnie mi się dłużyła. Na główną bohaterkę spadało co raz więcej problemów i trosk brutalnej rzeczywistości, co niejednokrotnie i mnie lekko dołowało. Każdy w życiu ma lepsze i gorsze chwile, ale w tym przypadku, to nie była chwila załamania. Na szczęście, gdzieś na drugim końcu świata był Antek - dobrotliwy, szczodry, opiekuńczy. Wręcz ideał! Prawdę mówiąc akcja rozpoczęła się dla mnie w momencie opuszczenia przez Mariannę po raz pierwszy Polski. Mogłam wraz z bohaterką poczuć tę egzotykę Korei na własnej skórze. Było to zaskakujące i poważnie, polubiłam Mariannę i Antka. Kibicowałam im z całego serca, aby ich romans, który z początku zwiastował jedynie lekko podchmieloną znajomość, skończył się pozytywnie. 



Bardzo podobało mi się to, że wraz z główną bohaterką mogliśmy zwiedzić pół świata. Bo i Korea znalazła tutaj swoje miejsce i Fuertaventurę, a nawet Bali! Uwierzycie? Małgorzata Kalicińska sprawiła, że po raz pierwszy do tego stopnia potrafiłam się wczuć w przygody bohaterki, iż w pewnym momencie odniosłam wrażenie jakbym stała obok niej. To było niesamowite.

"Ostrożność nie zawadzi, ale też dajmy ludziom szansę pokazania, że są fajni."

Ale żeby nie było, że tutaj jest tutaj tylko wątek miłosny i podróże. Okazuje się, że większość tych podróży miało na celu odnalezienie bohaterek wywiadów/rozmów do artykułów dla wydawnictwa. Wywiadów z kobietami w głównej mierze na obczyźnie. Interesujących, z ciekawą przeszłością. Te fragmenty, z których dowiadujemy się skąd te silne oraz odważne kobiety los "przywiał" były bardzo interesujące i dodały świeżości do historii.

Narracja jest pierwszoosobowa, z typowym "slangiem" nie młodej już osoby. Pojawiły się wstawki, typowe dla danej grupy wiekowej. Mi to absolutnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie dodawało uroku :) Oprócz charakterystycznej narracji znajdziemy tu przerywniki, które uwielbiam w książkach: listy, maile, piosenki. Wszystko to oczywiście utrzymane w charakterze pani po 50-tce, ale tak urocze, że można jeszcze bardziej polubić główną bohaterkę.

Moja łyżka dziegciu znalazła się niestety w tej pozycji. Jedyna rzecz jaka mi osobiście nie przypadła do gustu, to wtrącenia na temat obecnej polityki. Jak wiecie nie przepadam za tymi tematami w książkach i takie dodatki są mi totalnie zbyteczne, choć rozumiem, że mogły mieć one swój cel - ukazanie różnic pomiędzy danymi krajami.



Moja ocena...

Podsumowując. "Trzymaj się Mańka" jest ciepłą, optymistyczną powieścią o życiu, którą czyta się z ogromną przyjemnością. Jest to książka, która daje nadzieję na lepsze jutro, mówi o nieoczekiwanej zazdrości i pojawiającej się z zaskoczenia miłości. A wracając do pytania ze wstępu... Mimo kilku drobnostek, uważam że każda kobieta(nie tylko po 50-tce) powinna przeczytać tę książkę. Jest idealna na jesiennie, chłodne wieczory. Wprowadzi nutkę egzotyki, jak i we wspaniały sposób stworzy obraz dzisiejszej kobiety - lekko zabieganej, ale mimo wszystko odważnej. Moja ocena tej pozycji? Mocne 8/10! Polecam serdecznie :)

A za egzemplarz chciałabym bardzo podziękować Wydawnictwu Burda Książki.



Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.