#64 It ends with us | Colleen Hoover


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: "It ends with us"
Gatunek: romans/obyczaj
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 352

"Taka już ludzka natura: stara rana się goi, a w jej miejsce powstaje nowa, świeża warstwa skóry."
Cześć kochani,
zazwyczaj jestem dość wybrednym czytelnikiem i uważam, że większość książek, które obecnie pojawiają się na rynku wydawniczym jest dość małostkowa. Nie ma w nich zawartych głębi, brak jakichkolwiek przemyśleń. Z rzadka są poruszane problemy życiowe albo są tak powierzchownie nakreślone, że szkoda się o nich rozpisywać. Z Colleen  i jej najnowszą powieścią jest wręcz odwrotnie. Dotyka najbardziej skrywanych i bolących wspomnień samej pisarki. Czy autorka potrafiła wybrnąć z trudnej tematyki? Zapraszam do lektury mojej opinii :)


"Wszyscy ludzie popełniają błędy. Lecz tym co determinuje czyjś charakter, nie są błędy, które popełnia, tylko sposób w jakie je traktuje - jako usprawiedliwienie bądź jako lekcję."

Krótko o treści...

Wydawać by się mogło, że Lily Bloom ma wszystko. Cudowną miłość, wspaniałego mężczyznę przy boku, firmę w którą pakuje całe serce. Prawda jest jednak taka, że za tą cudowną, idealną powierzchownością, nasza bohaterka skrywa ból i demony z przeszłości prześladujące ją w obecnym związku. Czy Lily odważy się stanąć przed samą sobą i zawalczyć o siebie?

Moja opinia...


Jak wiecie z Colleen miałam już niejeden raz styczność i jest ona jedną z tych autorek, co do których styl pisania jak i prowadzenie narracji bardzo mi odpowiada. Podobnie ma miejsce z książką "It ends with us". Autorka wykreowała cudowną historię, która chwyta za serce i jestem pewna, że pozycja ta, będzie jedną z kluczowych lektur w literaturze kobiecej. Colleen nakreśliła w niej problem, który pojawił się w jej życiu i o którym czuła potrzebę podzielenia się ze światem.



Zarówno Lily jak i Ryle mają swoją trudną przeszłość i skrywane tajemnice, na których opierają ich obecny acz skomplikowany związek. I jak to w związkach jest zawsze: są zarówno wzloty, jak i upadki. Bardzo mi się podobało to, że postaci nie są czarnobiałe, i nie są to osoby kierujące się określonymi ścieżkami. Oboje dają sobie furtkę. Lily wierzy, że Ryle jest dobrym człowiekiem i może się zmienić, natomiast Ryle pomimo idealnie stworzonej z lekka złudnej otoczki, walczy z własnymi demonami.

"Jako ludzie nie możemy zakładać, że uda nam się udźwignąć cały nasz ból. Czasami musimy się dzielić z tymi, którzy nas kochają, żeby nie paść z wyczerpania pod jego ciężarem."
Bardzo się cieszę, że autorka poruszyła tak ważny problem w książce jakim jest przemoc w związkach. Przemoc, która zwykle ma swoje podłoże już w dzieciństwie, jest wynikiem różnych czynników, które mają wpływ na teraźniejszość. Nie zawsze jesteśmy ją w stanie dostrzec, ponieważ kochamy tę drugą osobę i ciężko jest nam się od tego całkowicie odciąć. Niektórzy nie są w stanie, inni próbują, ale zwykle wracają do osoby, która je krzywdzi.
Wydaje mi się, że tę książkę powinni również przeczytać mężczyźni. Jest to problem, który dotyka dwie strony w związakch, niekiedy nieświadomie raniąc osobę, którą kochamy.
"To, że ktoś cię krzywdzi, nie oznacza, że możesz tak po prostu przestać go kochać. To nie czyny sprawiają najwięcej bólu, lecz miłość. Gdyby czynom nie towarzyszyła miłość, ból byłby trochę łatwiejszy do zniesienia."
Z jednej strony żałuję, że ją przeczytałam, z drugiej zaś dzięki niej zdałam sobie sprawę z kilku kwestii dotyczących związków i partnerstwa. Nigdy nie powinniśmy dać się zapędzić w przysłowiowy kozi róg pod względem emocjonalnym i przywiązania do drugiej osoby. I należy się odzywać oraz walczyć o siebie a także o najbliższych, bo prawda jest taka, że każdy z nas jest człowiekiem równym i każda namiastka przemocy powinna być szykanowana.



Ale Colleen oprócz nakreślonego problemu przemocy, również zwraca uwagę w książce "It ends with us" na wątek z Atlasem - chłopakiem, z którym Lily miała styczność w wieku nastoletnim. Autorka stworzyła postać, która pomimo problemów i załamania potrafi stanąć na nogi. Jest to bohater uparty i dążący do własnych marzeń. Daje nadzieję, że każdy z nas może je spełnić ciężką pracą i uporem. Bardzo fajnie, że Colleen postarała się mimo wszystko o tak pozytywną postać.

"Życie jest dziwne. Żyjemy tylko przez określony czas, więc musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby jak najlepiej wykorzystać dane nam lata. Nie powinniśmy ich marnować na czekanie na coś, co wydarzy się w odległej przyszłości albo nie wydarzy się w ogóle."

Bardzo podobała mi się konstrukcja książki. Z jednej strony mieliśmy główny wątek, z drugiej zaś główna bohaterka wracała do listów, jakie kierowała do Ellen (DeGeneres - znana z talkshow, nagrania dostępne również na youtubie). Ellen była jej swego rodzaju powiernicą, choć listy nigdy do niej nie dotarły, to Lily zawsze miała kogoś, do kogo mogła się wyżalić i opowiedzieć o problemach.

"Jeśli doświadcza się przemocy osobiście, nie jest tak prosto nienawidzić oprawcy, który przez większość czasu jest dla nas niczym dar z nieba."

Moja ocena...

Podsumowując. Czy polecam? Zdecydowanie tak! Zarówno kobiety jak i mężczyźni powinni tę pozycję koniecznie przeczytać, aby nie ranić się nawzajem i czasem zastanowić nad własnym postępowaniem. Moja ocena? 10/10! Bez dwóch zdań!

Za egzemplarz oraz możliwość wcześniejszego przeczytania bardzo chciałabym podziękować Wydawnictwu Otwarte.


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.