#65 Listy do utraconej | Brigid Kemmerer



Autor: Brigid Kemmerer
Tytuł: "Listy do utraconej"
Gatunek: młodzieżówka
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Ya!
Ilość stron: 400

Cześć kochani,
ostatnio tak przypadkowo się zdarzyło, że nie miałam czasu na czytanie młodzieżówek - więcej w moich łapkach było i nadal jest fantastyki. A zatem, kiedy wydawnictwo Ya! do mnie napisało z propozycją zrecenzowania tej książki, bez wahania się zgodziłam. Po przeczytaniu opisu, jeszcze bardziej się przekonałam do tego, że ta pozycja może być warta zainteresowania.
Nie przedłużając wstępu, zapraszam do przeczytania mojej opinii.

"To, że ktoś nie ryzykuje życia, nie znaczy jeszcze, że to co robi, jest daremne."



Krótko o treści...

Declan i Juliet to nietypowe nastolatki z liceum. Nad wyraz dojrzali, po przejściach rodzinnych, próbujący odnaleźć się w rzeczywistości. Pewnego dnia Juliet pozostawia na cmentarzu list skierowany do matki, który przez przypadek odnajduje Declan i pod wpływem impulsu postanawia odpisać. Z pozoru krótkie dwa słowa przeradzają się w listową, a później emailową znajomość. Czy w pewnym momencie oboje odważą się odkryć wszystkie karty i spotkają się w świecie realnym? A może już się widzą na szkolnych korytarzach i spotykają, ale przybierając maski nie do końca chcą siebie wzajemnie dostrzec?

Moja opinia...

Motyw pisania listów pomiędzy dwojgiem bohaterów jest ostatnio na topie. W wielu książkach młodzieżowych można znaleźć ten wątek, co nie znaczy, że jest zły. Wręcz przeciwnie. Wprowadza pewną nutkę tajemniczości i ciekawości. W książce "Listy do nieznajomej" autorka w bardzo ciekawy i umiejętny sposób potrafiła wpleść wątek pisanych listów(najpierw tradycyjnych, następnie elektronicznych), dzięki czemu akcja jak również i sama narracja są bardziej interesujące dla czytelnika. Jeśli już jesteśmy przy narracji, to jest ona pierwszoosobowa, ale, na całe szczęście!, z perspektywy obojga bohaterów dodatkowo równorzędnie przeplatana. Uwielbiam taki rodzaj prowadzenia historii opisanej w książce, kiedy mamy możliwość zaznajomienia się z dwoma perspektywami bohaterów, a przede wszystkim autor daje nam sposobność, aby ich poznać jako ludzi: ich podejścia do życia, upodobań czy też zachowań.
"[...] w słowach jest zawarta część duszy autora."
Zarówno Juliet jak i Declan są postaciami poniekąd niesztampowymi i nad wyraz dojrzałymi. Ona - żyjąca trochę z własnego wyboru w cieniu zmarłej matki - znanej fotografki, która jest jej idolką ponad wszelką miarę. On - młody buntownik, mający dwie twarze, obwiniający się o śmierć siostry, z bagażem trudnych wspomnień i nieprzyjemnej przeszłości. Z ich relacji musi powstać mieszanka wybuchowa. I choć z początku nie czuć żadnych sypiących się na prawo i lewo iskier pomiędzy nimi, to z czasem przekonałam się, że ich znajomość może doprowadzić do interesującej relacji. I jak to nie od dziś wiadomo są osoby, które chowają się za słowem pisanym, ale znajdziemy wśród nas i takich, co  potrafią się dzięki temu uzewnętrznić, przez co mamy sposobność poznania danego człowieka na nowo.



Co ciekawe Brigit Kemmerer nie postawiła wątku miłosnego na pierwszy plan, jak to zwykle bywa w młodzieżówkach. Znajdziemy tutaj raczej poszukiwanie własnej tożsamości, radzenie sobie z problemami życia codziennego. Do tego wszystkiego należy dodać zdradę wśród najbliższych, których się kocha, a w końcu przemianę niektórych bohaterów, bo i poboczne postaci również próbują walczyć z teraźniejszością, w której odzwierciedlenie mają ich problemy z przeszłości.
"Jest taka definicja obłędu, która mówi, że to powtarzanie wciąż tej samej czynności z oczekiwaniem innego rezultatu."
Rzadko mi się to zdarza, ale ta pozycja wycisnęła ze mnie łzy wzruszenia. Wydaje mi się, że miały na to wpływ i moje wspomnienia z lat młodości, ale przede wszystkim fakt, że w niektórych momentach potrafiłam się utożsamić z główną bohaterką. I chyba dlatego ta pozycja jest dla mnie na swój sposób wyjątkowa. Z pewnością zapamiętam ją na długo i jeszcze kiedyś do niej wrócę.


Jestem przekonana, że książka przemówi nie tylko do nastolatków. Jest w tej historii mnóstwo prawd życiowych, jak i trochę nostalgicznego podejścia do rzeczywistości. Oprócz wspomnianych już listów, autorka bardzo dużo czasu z całej książki poświęciła na aspekcie fotografii, który niejako był bardzo ważnym elementem w życiu Juliet. To w końcu ta pasja łączyła ją ze zmarłą matką, aby w końcu stać się terapią psychologiczną, dzięki czemu tak naprawdę się odblokowała i odkryła skrywane sekrety przez najbliższych.
"Każda fotografia zatrzymuje w czasie tylko chwilę. Nie wiemy, co naprawdę dzieje się z ludźmi, którzy na niej są. Podobnie jak nie wiemy, co dzieje się z fotografem. Ważne jest to, jak odbieramy to zdjęcie i nasze przypuszczenia, kto jest dobry, a kto zły. Ważne jest to, jak się czujemy, kiedy na nie patrzmy."


Moja ocena...

Podsumowując. Książka jest napisana w tak lekki i przekonywujący sposób, że z pewnością Wam muszę ją polecić. Ode mnie "Listy do utraconej" otrzymują ocenę 9/10! Przeczytajcie, a zostaniecie pochłonięci przez opisaną w środku historię.

"Słowa to tylko słowa. Używanie "słów na k" nie czyni jeszcze idiotą, podobnie jak skomplikowane słownictwo nie czyni nikogo inteligentem."

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki, bardzo chciałabym podziękować Wydawnictwu Ya!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.