#69 Czasami kłamię | Alice Feeney


Autor: Alice Feeney
Tytuł: "Czasami kłamię"
Gatunek: thriller
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 400


"Czas. Ma swój własny zapach. Jak znajomy pokój. Kiedy nie należy już do ciebie, zaczynasz za nim tęsknić, ślinisz się i łakniesz go, odkrywasz, że zrobiłabyś wszystko, byle go odzyskać. Dopóki znowu nie stanie się twój, wykradasz mu sekundy i pochłaniasz źle wykorzystane minuty, sklejając je w delikatny łańcuch pożyczonych chwil, z nadzieją, że będzie można je rozciągnąć. Że to wystarczy, by dotrzeć do następnej strony. O ile będzie jakaś następna strona."

Cześć kochani,
dawno nie miałam możliwości czytania jakiegoś ciekawego thrillera psychologicznego i gdy nadarzyła się pierwsza z brzegu okazja, od razu, niewiele myśląc, zdecydowałam się i zgodziłam na zrecenzowanie książki Alice Feeney "Czasami kłamię". Serdecznie zapraszam do lektury mojej opinii na jej temat :)


Krótko o treści...

Pewnego dnia świadomość Amber budzi się i wśród wszechogarniającej ciemności słyszy z oddali głosy, jednak nie może sobie przypomnieć dlaczego tak się stało i co doprowadziło do takiego stanu. Ciało ma nieruchome, natomiast umysł pracuje na najwyższych obrotach. Wie jedynie jak się nazywa, ma męża, siostrę. Czy będąc w śpiączce, będzie w stanie rozwikłać zagadkę jej obecnej sytuacji?

"Wszyscy jesteśmy zrobieni z ciała i z gwiazd, ale w końcu obracamy się w proch. Trzeba błyszczeć, póki się da."

Moja opinia...

Podczas czytania tej pozycji, każdego czytelnika łączy od samego początku jedno. I wy, i ja - nigdy nie mieliśmy prawa słyszeć o Alice Feeney, bo może trudno w to uwierzyć powieść "Czasami kłamię" jest jej debiutem literackim. I tu mała dygresja ode mnie w tym punkcie. Ostatnio odnoszę wrażenie, że lepiej mi się czyta autorów debiutujących, którzy są dla mnie zagadką, skrywają w sobie tajemniczość, aniżeli już tych, co po których wiem czego można się spodziewać.
Alice Feeney ma bardzo ciekawy styl pisania. Podoba mi się jej lekkość pióra, jak również prowadzona narracja. Z każdą kolejną stroną odkrywa kolejne puzzle, które w kulminacyjnym momencie łączą się w bardzo dobry obraz.
"Historia jest lustrem, a my to tylko starsze wersje samych siebie; dzieci poprzebierane za dorosłych."
Z początku książka jest lekko chaotyczna. Można się w niej niewątpliwie pogubić, co również może doprowadzić do tego, że książkę odłożymy na półkę, jednak nic bardziej mylnego. Warto troszkę pocierpieć z początku, bowiem nasze chwile zwątpienia pójdą w niepamięć pod koniec powieści. Narracja jak i sama akcja składa się z trzech zagadkowych elementów "wtedy", "przedtem" oraz "teraz", które dopiero pod koniec nam się rozjaśniają, a i schemat prowadzenia akcji się wyklarowuje. Musimy wiedzieć, że punktem odniesienia jest pobyt Amber w szpitalu. Mamy tu odniesienie do wydarzeń z dzieciństwa, do wydarzeń sprzed wypadku oraz teraźniejszość szpitalną.
Podziwiam autorkę, że nie pogubiła się w tych trzech akcjach. Że potrafiła wybrnąć i całość sklecić pod koniec książki.
"Czasem ludzie wydają się na zewnątrz szczęśliwi i dopiero kiedy się ich posłucha, a nie wyłącznie na nich popatrzy, można poznać, że w środku coś się popsuło."
Sprawa z bohaterami wygląda następująco. Nikt tutaj nie jest sztampowy. Każdy w sobie skrywa jakieś tajemnice, urazy i ciężko powiedzieć, żeby były to postacie nijakie, a ich psychologia jest opisana perfekcyjnie. Każde zachowanie wynika z czegoś.
Pomiędzy Amber a Taylor tworzy się specjalna nić przywiązania - jedna drugiej coś zawdzięcza. Tyler jest postacią o cechach dominujących z elementami manipulacji. Z kolei Amber można by powiedzieć, że jest z lekka przytłoczona charakterem i obecnością w swoim życiu Taylor, do tego stopnia, że odniosłam wielokrotnie wrażenie, jakby się jej po prostu bała. Jednak podczas śpiączki dochodzi w pewnym stopniu do jej przemiany. Amber analizując w pewnym sensie swoje życie, w końcu postanawia zawalczyć o siebie i używa broni, jakiej do tej pory inni przeciwko niej stosowali. Jest to genialny zabieg w swojej prostocie, który pokazuje, że zło można obrócić w dobro. Tylko, czy cena jaką musi zapłacić główna bohaterka, nie jest zbyt wysoka?


"Ludzie uważają, że dobro i zło to przeciwieństwa, ale są w błędzie - to tylko lustrzane odbicia widoczne w potłuczonym szkle."
Co więcej Amber posiada historię, która za nią się niejako ciągnie. Przeszłość ma odzwierciedlenie w teraźniejszości. I co ważne, jej historia tak naprawdę się nie kończy. Autorka zostawia sobie i nam furtkę. Zakończenie tej powieści jest otwarte.

Powieść Alice Feeney "Czasami kłamię" jest od samego początku tajemnicza, trzyma w napięciu, w niektórych scenach wręcz doprowadzała mnie do obrzydzenia, nie mogąc pojąć jak mężczyzna może w tak przedmiotowy sposób traktować kobietę. I wiecie co? Jeszcze mi się nie zdarzyło, ażeby autor tak rozjechał mnie emocjonalnie. Kiedy już myślimy, że nic więcej nas nie zaskoczy, Alice Feeney macha nam palcem, drocząc się i pokazując kto tu tak naprawdę rządzi. Nic nie jest czarno-białe, nie można się spodziewać oczywistych rozwiązań i wszystko co się dzieje w książce ma swój cel, który autorka wyjaśnia na sam koniec. 
"Istnieją różne rodzaje miłości, nie da się objąć ich wszystkich jednym słowem. Niektóre łatwo wyczuć, inne są bardziej niebezpieczne. Mówi się, że nic nie może się równać z miłością matki, ale kiedy jej zabraknie, wtedy nic nie może się równać z nienawiścią córki."
Co mnie zaskoczyło z technicznej sfery na plus w tej powieści, to mnóstwo bardzo ciekawych cytatów, wśród których miałam straszną trudność, aby wybrać te najbardziej interesujące i z Wami się podzielić. Innym, ciekawym aspektem była zmiana czcionki w książce. Od zawsze twierdzę, że dobrze jest niektóre fragmenty wyróżnić. Dla czytelnika staje się taka pozycja bardziej czytelna i klarowna. I ostatnim miłym elementem jest oczywiście sama okładka. Piękne kolory, duże litery z uchwyconą upadającą postacią kobiety, która wydaje się być zawieszona w próżni - tak jak osoby będące w śpiączkach.

"Problem z prawdą polega na tym, że jest okropna."
I już na koniec moja króciutka dygresja.
Była kiedyś w historii serialów postać, która uważała, że "każdy kłamie", a był to mój ukochany dr House, do którego mam sentyment do dziś. Czy autorka inspirowała się tą postacią, nie mam bladego pojęcia, ale książkę można by z pewnością opisać tymi dwoma słowami, mówiącymi wszystko.


Moja ocena...

Czy mi się ta pozycja podobała? Uważam to pytanie za tendencyjne. Była genialna. Uwielbiam takie powieści, gdzie mogę być emocjonalnie rozdeptana. Ta książka trzyma w napięciu, zaskakuje, jest niejednoznaczna, intrygująca, niejednoznaczna. Innymi słowy jest po prostu świetna. Musicie koniecznie ją przeczytać! Myślę, że trafi do mojego podsumowania rocznego, jako jeden z najciekawszych thrillerów przeczytanych w 2017 roku! Moja ocena nie może być niższa niż 10/10! Wydawnictwo WAB miało niewątpliwie nosa, aby zainwestować swój czas w tę powieść. Gratuluję i gorąco Wam polecam :)

Bardzo dziękuję Wydawnictwu WAB za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki.


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.