#79 Dzikusy. Francuskie Wesele | S. Louatah


Autor: Sabri Louatah
Tytuł: "Dzikusy. Francuskie wesele"
Gatunek: thriller polityczny
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 400

Cześć kochani,
dziś przychodzę do Was z książką, która jest zapowiedzią dłuższej serii utrzymanej w gatunku thrillera politycznego. Wprowadza po części postaci autentyczne oraz pojawiają się w niej zagadnienia na czasie, związane z napływem imigrantów do Europy oraz związanymi z nimi konsekwencjami. Zapraszam do czytania :)
"Życie to nieustanny stan zawieszenia [...] Ludzie szufladkują cię i myślisz, że to już na zawsze, że zostałeś zamknięty w więzieniu, w jakimś sennym koszmarze do końca twoich dni, ale to nie prawda. Cokolwiek ludzie mówią, nikt, powtarzam, nikt nie wie, co nas czeka potem. Nikt. Zazwyczaj wszystko się w końcu układa, tylko trzeba umieć się wyzwolić z... teraźniejszości. To tak, jakby cię zaprogramowano na bycie kimś,a  twoje zadanie wobec samego siebie polega na odprogramowaniu się, na uniknięciu swojego fatum... A jeśli czujesz, że brak ci energii, musisz sobie powiedzieć, że to sytuacja wyzwala energię, a nie na odwrót."


Krótko o treści...

Francja. Saint-Étienne. Na krótko przed wyborami prezydenckimi, algierską rodzinę Narrusz interesuje bardziej gorączka ślubnych przygotowań aniżeli to, jaki będzie ich otaczał w okół świat polityczny. Jedynie młodego świadka pana młodego Karima niepokoi to, co się dzieje w telewizji - po raz pierwszy prezydentem Francji ma zostać imigrant z Algierii - Szawisz. Nie miną 24 godziny kiedy to losy Karima oraz wspomnianego prezydenta połączą się i na zawsze zmienią.


Moja opinia...

W zasadzie cała seria we Francji została okrzyknięta najciekawszym wydarzeniem literackim. Z jednej strony nie dziwię się Francuzom. W końcu poniekąd przenikamy do świata imigrantów, który jest dla nas, Europejczyków, jednak tematem tabu. Jednak czy rzeczywiście powinna dostać taki tytuł? Po pierwszej części mam mieszane uczucia.

Styl pisania Sabri Louatah jest dość lekki jak na taką tematykę poruszaną w powieści. Na uwagę zasługuje z pewnością fakt, że tę pozycję czyta się bardzo szybko, wręcz bezboleśnie, choć z początku daje się wyczuć spory chaos sytuacyjny, przez co powieść można by było opisać jako niespójną, wręcz zagmatwaną i bez sensu. Początek sprawia, że w głowie może pojawić się myśl, aby odłożyć książkę na inny, lepszy czas. Wątki się nie kleją, postaci jest tyle, że ciężko się połapać kto jest kim. Nic bardziej mylnego. Warto przebrnąć przez te chwilowe wahanie. Nielogiczne i urwane sceny z czasem tworzą zwarty ciąg następujących po sobie wydarzeń i zostają okraszone nutą ironicznego humoru. Dodatkowo wydawnictwo zadbało o słowniczek pojęć z tyłu książki oraz drzewo genealogiczne całej rodziny, do których to elementów zawsze możemy wrócić, kiedy coś staje się dla nas niezrozumiałe.

Autor w książce "Dzikusy" starł ze sobą dwa światy: europejski oraz algierski, który jest w tym przypadku idealnym przykładem rodziny imigranckiej. Hałaśliwa, chaotyczna, wielopokoleniowa. Tworząca w zasadzie sama dla siebie enklawę w mieście europejskim. Jest tu ukazany pełen koloryt barw, który musi się przystosować do reguł panujących w nowym kraju.



W zasadzie pozycję tę określić można by jednym zdaniem. Książka w zasadzie o niczym z punktem kulminacyjnym na samym końcu. Tak, myślę że przez to, iż pojawia się przez całą lekturę wątek ślubu, autor niejako lekko usypia naszą czujność. Z jednej strony jest ślub i wesele, z drugiej zaś po cichu tworząca się polityczna intryga i gra, która z czasem nabiera tempa, aż następuje jej wybuch pod koniec powieści.

Bohaterowie w książce są bardzo interesujący, kolorowi, niesztampowi, ciężko się do nich przyczepić pod względem technicznym. Każdy wnosi do powieści coś od siebie. Idealnie nakreśleni, jako imigranci, próbujący się odnaleźć w "naszym" świecie. Najbardziej przypadła mi do gustu babka Chalida. Kiedy myślę o "Dzikusach" i jej postaci, od razu mam uśmiech na twarzy.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to powieść dla każdego. Nawet fan thrillerów może się z lekka zawieść. Pozycja ta, jest za to idealnym przykładem kultury imigrantów z delikatnie wplecionym wątkiem tajemnicy i knowania.
Mi osobiście, bardzo spodobał się zarówno styl pisania Sabri Louatah, jak również prowadzona narracja, która do tego stopnia trafiła w mój gust czytelniczy, że z wielką ochotą sięgnę po kolejny tom z tej serii.

Na uwagę również zasługuje fakt, iż Wydawnictwo W.A.B. bardzo przyłożyło się co do wydania tej książki. Nie dość, że jest w twardej oprawie - bardzo estetycznej, to i minimalizm w szacie graficznej sprawia, że nie sposób przejść obojętnie obok tej pozycji.



Moja ocena...

Jak już wcześniej wspomniałam, pozycja ta jest specyficzna, nie dla każdego. Z początku może odrzucić niejednego czytelnika, jednak warto się poświęcić i dotrwać do końca, aby się samemu przekonać, dlaczego Francuzi zakochali się w sadzie rodziny Narrusz. Moja ocena? Myślę, że zasługuje ona na mocne 8/10. Polecam serdecznie!

Za możliwość zapoznania się z książką bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.