#80 Promyczek | Kim Holden



Autor: Kim Holden
Tytuł: "Promyczek"
Gatunek: romans
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 578

Cześć kochani,
Zapewne wielu z Was kojarzy Kim Holden, autorkę której cztery powieści zostały wydane nakładem Wydawnictwa Filia. Jakiś czas temu na blogu ukazała się recenzja książki "O wiele więcej", do której to serdecznie zapraszam i zachęcam do przeczytania :) A tymczasem postanowiłam się wziąć za obszerną powieść "Promyczek". Za chwilę dowiecie się, czy książka ta znajdzie się wśród ulubionych i przeczytanych w tym roku :) Zapraszam do lektury.


Krótko o treści...

Od samego początku, Kate Sedgwick nie miała prostego życia. Matka - pijaczka, martwiąca się wyłącznie o własne potrzeby, siostra - niepełnosprawna, którą Kate musiała się zajmować, ale mimo to zawsze dziewczyna potrafiła utrzymać pogodę ducha i uśmiech na twarzy. Stąd jej najbliższy przyjaciel nazywał "promyczkiem".
Po trudnych przeżyciach, Kate postanawia odciąć się od przeszłości i idzie na studia do małego miasteczka Grant, znajdującego się w Minnesocie. Czy w nowym miejscu będzie potrafiła odżyć i spotkać miłość swojego życia? A może spadną na nią kolejne traumatyczne wydarzenia?

"Żadnych wyrzutów sumienia. Wyrzuty sumienia prowadzą do rozmyślań, gniewu i smutku."


Moja opinia...


Kiedy pytałam się na instagramie jakiś dłuższy czas temu, czy znacie jakieś ciekawe pozycje z chorobą w tle, wielokrotnie padała odpowiedź "Promyczek" Kim Holden. Byłam zdziwiona, ponieważ nie spodziewałam się przeczytać tego tytułu. Nie wiem dlaczego, ale książkę tę jakoś nie potrafiłam umiejscowić w takiej tematyce. Postanowiłam się sama, na własnej skórze przekonać czy również wspomniane w komentarzach opakowanie chusteczek będzie mi rzeczywiście potrzebne - a wiedzcie, że ciężko ze mnie wycisnąć łzy wzruszenia. Musicie również wiedzieć, że do "Promyczka" Kim Holden podchodziłam dwukrotnie w tym roku. Raz, dotrwałam do setnej strony i jakoś mnie nie poruszyła - odłożyłam na inny, lepszy czas, który nastał w... listopadzie :) W końcu całość przeczytałam i nawet mnie wciągnęła, ale o tym za chwilkę.

"Wszyscy chcielibyśmy wszystko od razu. To nie egoizm, taka jest po prostu ludzka natura. Jednak czasami musimy pamiętać o istotnych rzeczach - tych dobrych, ale i tych złych."


Kim Holden ma swoisty dar pisania książek o trudnych tematach w lekki i przyjemny sposób. Tak samo jak w "O wiele więcej" tak i w "Promyczku" jej styl jest niewymuszony. Nakreśla tematy trudne, w przystępny sposób, nie tworząc niepotrzebnego patosu. I nawet obszerność "Promyczka" przestaje przerażać podczas czytania - a musicie mieć na uwadze, że jeśli nie mieliście styczności z tą pozycją, książka jest mini cegłówką, ale taką do ogarnięcia w dwa - trzy dni.

Autorka nakreśliła interesującą, choć w moim przypadku, dość przewidywalną powieść, którą czytało się niezwykle miło i co ważne, nie męczyła. Bardzo ciekawym zabiegiem było wprowadzenie dwustronnej narracji z perspektywy Kate oraz Kellera - autorka wybrała trochę niefortunne imię, ponieważ z niemieckiego oznacza to piwnicę i za każdym razem, gdy padało jego imię lekko śmiałam się w duchu - swoją drogą, ciekawe czy imię Keller widnieje w niemieckiej wersji :) 

Zarówno Kate jak i Keller są postaciami złożonymi, posiadającymi tajemnice ukryte gdzieś w ich głowach, które w trakcie wgłębiania się w historię zawartą w powieści, autorka powolutku nam je rozjaśnia. Jest to dość przewidywalny zabieg, ale również charakterystyczny dla książek tego typu, czego w ogóle nie uważam za negatywną cechę. 
Momentami Kate mnie irytowała swoim zachowaniem - zwariowana, czasem wulgarna, szalona, działająca pod impulsem. Częściowo potrafiłam ją zrozumieć i zwalić na karb choroby, jednak nie będzie to postać, do której powrócę w myślach z miłymi wspomnieniami. 
Keller natomiast był jej totalnym przeciwieństwem. Spokojny, ułożony, czuły, choć po przejściach, potrafił otworzyć się na nowo na drugą osobę i choć może wydawać się nudną postacią na tle Kate, to właśnie tymi cechami strasznie mnie ujął.
Ciekawą postacią był również Gus, który co jakiś czas pojawiał się w powieści, tworząc delikatny zamęt na linii Kate - Keller. Autorka stworzyła specyficzny trójkąt pomiędzy relacjami bohaterów, które nie do końca potrafiłam zrozumieć - szczególnie przyjaźni Kate z Gusem. Moje niezrozumienie może wynikać tylko z tego, że nigdy nie posiadałam takiej relacji na linii kobieta - przyjaciel/brat z wyboru. Co nie zmienia faktu, że zarówno Gus, jak i reszta zespołu wprowadzali lekkie ożywienie do historii, dzięki czemu nie mamy wrażenia zbyt wielkiego patosu w okół wydarzeń związanych z Kate.


Książka ta nie jest kolejną głupiutką pozycją dla młodzieży czy YA, która pokazałaby zwykłą powieść o miłości. Właśnie za to uwielbiam Kim Holden. Autorka potrafi wycisnąć z danej historii maksimum emocji targających czytelnikiem. I choć nie uroniłam łzy, a pudełko chusteczek pozostało nietknięte to i tak po przeczytaniu "Promyczka" musiałam na chwilę odetchnąć i zastanowić się nad życiem. Troszkę je przewartościować i właśnie przede wszystkim za to dziękuję autorce. 

"Kiedy myślisz, że kogoś znasz, ten ktoś się zmienia. Albo ty się zmieniasz. A może ta zmiana jest obustronna. I to zmienia wszystko."

W "Promyczku" radość przeplata się z dramatyzmem i traumą, ale autorka nie pozwala nam zatracić się w smutnych oraz przygnębiających chwilach. Nawet w tych najgorszych momentach potrafi nam wskazać pozytywne aspekty i dać nam trochę optymizmu.



"Czytanie jest ucieczką od prawdziwego świata. Wszyscy go czasem potrzebują, by pozostać przy zdrowych zmysłach."

Moja ocena...

Czytałam wiele książek z chorobą w tle i za każdym razem znajduję w nich coś innego, po części zaskakującego. Książka Kim Holden ujęła mnie siłą ducha głównej bohaterki oraz pokazała, że nawet w najgorszych momentach nie należy tracić nadziei. Jak dla mnie "Promyczek" zasługuje na 8/10. Polecam, jeśli jeszcze nie czytaliście, to koniecznie przeczytajcie! Warto!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.