#85 Pudełko z marzeniami | A. Rogoziński, M. Witkiewicz


Autor: M. Witkiewicz, A. Rogoziński
Tytuł: "Pudełko z marzeniami"
Gatunek: romans
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 329

Cześć kochani,
czas na drugą książkę utrzymaną w klimacie okołoświątecznym. Jesteście gotowi? Zróbcie sobie ciepłą herbatkę/kakao i zapraszam do czytania :)


Krótko o treści...

Malwina i Michał w podobnym czasie trafiają do malowniczego małego miasteczka, które się nazywa... Miasteczko, gdzie w zasadzie każdy każdego zna i wiele wie o sąsiadach. Ona, po przejściach z ukochanym, którą ją zostawia i ucieka w siną dal - w sensie do Francji. On oszukany przez wspólnika i zdradzony przez narzeczoną. Oboje próbują na nowo odnaleźć się w nowym miejscu, jednak dla obojga los kładzie co rusz kłody pod nogi. W rozwiązaniu problemów pomaga im tajemniczy Ekspedyt. Czy święta będą takim czasem, kiedy uwolnią się od przeszłości i rozpoczną na nowo życie?

"Podobno każdy moment jest dobry na to, aby coś w życiu zmienić. Ale czy każdy nadaje się do tego, aby zmienić... wszystko?"

Moja opinia...

Przyznaję bez bicia, zarówno twórczość pani Witkiewicz jak i pana Rogozińskiego do dnia dzisiejszego jest dla mnie zagadką i nie bardzo kojarzyłam ani stylu pisania, ani gatunków w jakich gustują w swoich książkach na co dzień. Podeszłam do tej pozycji jak tabula rasa i cieszę się z tego powodu, ponieważ mam dość świeże podejście, bez żadnych naleciałości z przeszłości.
"Nigdy nie należy mówić nigdy. [...] Każde rozczarowanie z czasem staje się tylko kolejną życiową lekcją, a ból wyblakłym wspomnieniem..."
Narracja w "Pudełku z marzeniami" jest trzecioosobowa, ale z tych gatunków, kiedy to odnosimy wrażenie, jakby dziadek opowiadał nam jakąś ciekawą historię z życia. Styl jest lekki, przyjemny. "Pudełko z marzeniami" wręcz się połyka strona za stroną i mimo podejścia dwóch autorów na raz do tematyki okołoświątecznej, to nie czuć zbyt dużych różnic w poziomie literackim, dzięki czemu pozycja ta jest jednolita pod względem kompozycyjnym. Jednakże mam kilka zarzutów i muszę włożyć w miód łyżkę dziegciu...

Po pierwsze wątek miłosny pomiędzy bohaterami był dość płaski i szarpnięty. Ni z tego, ni z owego, główny bohater nagle poczuł mięte do Malwiny, wcześniej nie zwracając na nią szczególnej uwagi. Wystarczyło, że ta ładniej się ubrała i trach. Było to dość mało ambitne, choć zdaję sobie sprawę, że i tak w życiu się dzieje, to jednak czuję lekki niedosyt pod tym względem.

Drugim moim zastrzeżeniem był fakt, że w zasadzie przez pół książki nic, absolutnie nic się nie działo. Po prostu sielski klimat gdzieś na prowincji. Momentami wyglądało to tak, jakby autorzy nie mieli pomysłu na treść i tworzyli dla samej ideii. 



I to już koniec moich zastrzeżeń. Przejdźmy do tej lepszej strony tej pozycji. 
Bardzo fajnym i mocnym akcentem była postać pani Wiesi, która miała ciekawy charakterek - przy każdej sytuacji lubiła sobie coś tam wypić, a i posiadała ciętą ripostę, która wielokrotnie rozbawiała mnie do łez. Bardzo często mówiła po prostu co myśli i nie przejmowała się zdaniem innych.

Kolejny dość miły i sympatyczny akcent stanowiła dwójka dzieciaków: Kamil i Kalinka. Ich relacja była wręcz przecudowna. To były takie dzieciaki, jakimi tak naprawdę powinny być. Nie zepsute, trochę psotne, ale w uroczy sposób. 
Ktoś może zarzucić, że ten wątek był napisany na siłę, ale mi się on bardzo spodobał, a ich intryga przeciwko Rozalii sprawiła, że wróciłam myślami do czasów dzieciństwa. 



Bardzo podobało mi się również to, że w tym przypadku książka tak naprawdę nie posiadała jednego głównego bohatera(w przeciwieństwie do poprzedniej recenzowanej przeze mnie pozycji Ann Brasheres). W takich książkach jak ta, gdzie czuje się klimat przedświątecznej gorączki, aż się prosi, aby nie skupiać się na jednej osobie. "Pudełko z marzeniami" przypominało mi momentami film "Love actually" bądź "Listy do eM" i nie uważam tego w żadnym wypadku za minus. Podobało mi się skakanie między wątkami, które pod koniec ciekawie się zazębiały.

Interesującym zabiegiem był również wątek z siłami nadprzyrodzonymi - mam tu na myśli Ekspedyta, który rzekomo spełniał marzenia z tytułowego pudełka. Bardzo zgrabnie i w ciekawej formie została przedstawiona w zasadzie idea świąt oraz pomagania sobie wzajemnie w świąteczny czas. Było to na swój sposób urocze i odrobinkę żałuję, że większość z tych marzeń dotyczyła głównie sfery materialnej...

Moja ocena...

Podsumowując, "Pudełko z marzeniami" nie było aż tak najgorszą książką, ale wydaje mi się, że jest to lektura raczej z tych, która nie wniesie do naszego życia czegoś nowego. Jest lekka, relaksująca, sprawi, że spędzimy mile niejedno popołudnie czy wieczór, ale prawdopodobnie zapomnimy o niej po przeczytaniu. Jest to pozycja z gatunku tych "na raz". Moja ocena? Myślę, że uczciwą jej notą będzie lekko naciągnięte 7/10, bo w zasadzie niewiele w niej elementów mnie drażniło, ale też nic nie sprawiło, abym zapamiętała ją na dłuższą chwilę.

Czytaliście "Pudełko z marzeniami"? Podobała się Wam ta pozycja? 
Obsługiwane przez usługę Blogger.