#86 Ocalałe | R. Sager


Autor: Riley Sager
Tytuł: "Ocalałe"
Gatunek: thriller
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 428

Cześć kochani, 
dziś postanowiłam się w końcu wziąć za zaległą recenzję książki, która swoją premierę będzie miałam na początku 2018 roku. Jesteście ciekawi? Serdecznie zapraszam :)


Krótko o treści...


Quincy, Lisa i Sam. Trzy dziewczyny, które jako jedyne przeżyły traumatyczne wydarzenia podczas trzech różnych rzezi. I choć z początku się nie znały, to i tak społeczeństwo oraz prasa okrzyknęły je mianem "ocalałych". 
Quincy na swój sposób próbuje uporać się z przeszłością. Prowadzi bloga kuchennego i na pozór żyje jak normalni ludzie. Tuż przed zagadkową śmiercią Lisy, dziewczyna dostaje niespotykaną wiadomość. Email jest w pewnym sensie motorem napędowym wydarzeń, od którego jej dotychczas spokojne i poukładane życie, zaczyna się roztrzaskiwać w drobny mak. Jej związek, jej psychika, jej problemy z przeszłością... Czy zagadka tajemniczej śmierci Lisy zostanie rozwikłana?


Moja opinia...


Jak wiecie, uwielbiam thrillery szczególnie te, które potrafią trzymać w napięciu od początku do ostatnich stron. Z książką "Ocalałe" mam nie lada problem, ponieważ z jednej strony nie mogę jej zarzucić braku emocji targających podczas czytania, to z drugiej zaś mamy przeciągniętą narrację, która miejscami była wręcz nudnawa, ale po kolei...

"Szczegóły mają to do siebie, że potrafią odwracać uwagę. Jeśli jest ich zbyt wiele, przesłaniają brutalną prawdę o danym wydarzeniu. Stają się krzykliwym naszyjnikiem, zakrywającym bliznę po tracheotomii."

Riley Sager stworzyła fabułę, która z pewnością przytrzyma niejednego czytelnika do końca w niepewności. W bardzo ciekawy i interesujący sposób tworzy historię spójną, nietuzinkową, przez którą wrzuci w przysłowiowe maliny podczas zakończenia większość osób sięgających po tę pozycję(ja przynajmniej się nabrałam i nie spodziewałam się takiego zakończenia). 
"Ocalałe" jest książką zaskakującą nie tylko podczas zakończenia, ale również uderza w oczy wielowątkowością, choć muszę się w tym przypadku przyznać, że czytałam ją z lekkim ociąganiem. Przez bardzo długi okres czasu nie mogłam się po prostu wkręcić w fabułę przez co, zaczynałam ją dwukrotnie. Po pewnych początkowych perturbacjach, książka zyskuje i ciężko się od niej oderwać. I tak jak wspomniałam z początku, fabuła jest niepotrzebnie przeciągnięta do granic możliwości, przez co końcówka wydaje się nam zbyt krótka.

Z jednej strony mamy tu wydarzenia dziejące się w czasie teraźniejszym, z drugiej zaś co jakiś czas pojawiają się wątki z przeszłości Quincy - podczas jednej z imprez w Pine Cottage, a także samej Sam. W każdym z tych przypadków zastosowano narrację trzecioosobową, gdzie narrator jest wszechwiedzący, choć odnoszę wrażenie, że mimo wszystko nie chciałby za szybko nam zdradzić zakończenia i powolutku, dość ślamazarnie prowadzi nas przez całą powieść.


Fabuła opiera się głównie na postaci Quincy Carpenter, która jest jedną z trzech ocalałych. Po wydarzeniach w Pine Cottage, dziewczyna traci pamięć i dopiero przybycie Sam oraz jej wyzwania, sprawiają, że Quincy powoli się otwiera a także zaczyna powolutku przypominać sobie wydarzenia z pamiętnej masakry. 
Quincy jest postacią złożoną, momentami dość ciekawą, ale też naiwną. Naiwność zwalam po części na karb Sam, która strasznie mąci psychiką Quincy. Dziewczyna ukrywa się za murem, który sobie wytworzyła, ale za to ma w sobie pewnego rodzaju zaciętość, którą cenię u postaci tego typu - czyli prześladowanych ofiar. Pragnie dotrzeć do prawdy o Lisie i poniekąd dotyczących wydarzeń w Pine Cottage.
Samantha jest z kolei postacią dość zagadkową, przez dłuższy czas uważałam ją za przesiąkniętą złem i negatywnymi emocjami manipulantką. Pojawia się znikąd i robi chaos w życiu Quincy. Wyzwala w dziewczynie co raz to nowe odczucia, sprawdza ją, testuje. Próbuje się dowiedzieć ile Quincy pamięta i jakie ma luki. Podobał mi się ten bohater. Była pewnego rodzaju zagadką i została świetnie napisana przez autorkę. 
Znajdziemy tu również postaci poboczne jak choćby Jeff - chłopak Quincy, czy Coop - policjant, który znalazł dziewczynę tuż po masakrze. 
Każda z postaci wnosi coś nowego do fabuły i sprawia, że wielokrotnie włos się jeży na karku.

"Nie zmienisz tego, co się stało. Jedynie, na co masz wpływ, to jak sobie z tym poradzisz."

Z rzeczy, które mi się nie podobały, to prym będzie wiodło pewne wydarzenie, które po części uszło dziewczynom płazem - przynajmniej przez jakiś czas. Moim zdaniem ten fragment był niepotrzebny, sprawił, że czułam się zagubiona i okropnie byłam zła na Quincy, że postąpiła tak brutalnie wobec pewnej osoby. Dla mnie to było niepojęte i takie pokręcone, że miałam ochotę odłożyć książkę i do niej nie wrócić. Odnosiłam wrażenie, jakby dziewczyna nie miała własnego rozumu i robiła to, co inni jej podpowiadają!

"Głęboko wierzę, że nikt nie musi dźwigać brzemienia złych doświadczeń z przeszłości. Można się z nich otrząsnąć i iść naprzód."

Moja ocena...

Czy "Ocalone" warto przeczytać? Z pewnością się przy tej książce nie będziecie nudzić. Rozwlekła fabuła z czasem robi się interesująca, choć nie każde wydarzenie czy wątek przypadnie Wam do gustu. Moja ocena tej powieści to będzie zdecydowane 7/10. Polecam nie tylko dla fanów thrillerów :)

A za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki chciałabym podziękować Wydawnictwu Otwarte.


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.