#88 Dwór skrzydeł i zguby | S. J. Maas



Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Dwór skrzydeł i zguby
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 843

Cześć kochani, 
nadszedł czas na zrecenzowanie ostatniego tomu z serii "Dworów". Zarwałam na nią kilka nocek, ale myślę, że było warto i cieszę się, że w końcu mam ją za sobą - choć, w przyszłym roku mają się pojawić jakieś nowelki, to główną serię udało mi się skończyć w tym :) A zatem do dzieła.

Krótko o treści...

Po ostatnich wydarzeniach Feyra wraca do Dworu Wiosny - do Tamlina, aby zdobyć informacje o działaniach potężnego króla Hybernii, który chce zniszczyć cały Prythian. Musi na nowo nauczyć się komu może zaufać i gdzie powinna znaleźć sojuszników.
W dobie zbliżającej się wojny wszyscy książęta dworów muszą się zjednoczyć, ale czy jest możliwe schowanie uraz i rozpoczętych waśni w imię uratowania Prythianu?  


Moja opinia...

Z Sarą spotykam się po raz czwarty. Wcześniej miało to miejsce podczas dwóch części "Dworów" i raz przy "Szklanym tronie". 
Co do stylu pisania, nie można autorce zarzucić jego braku, bądź nużąco prowadzonej fabuły. Każdą z jej pozycji czyta się szybko i pomimo wydawania co raz większych "cegłówek" czytelnik nie jest przerażony ilością treści, a z każdą kolejną czytaną stroną, wręcz nie chce danej książki kończyć.

Tak właśnie było w moim przypadku z najnowszą częścią "Dworów". Czytałam ją dość długo, ponieważ miotały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony chciałam się jak najszybciej dowiedzieć co dalej, jak potoczą się losy moich ulubionych postaci, z drugiej zaś dawkowałam sobie powolutku, wręcz delektowałam się treścią i przygodami opisanymi w "Dworze skrzydeł i zguby".

Co mogę od siebie napisać, to zauważyłam wiele nawiązań w tej części do "Władcy pierścienia". Nie tyle mnie to drażniło, co zaskoczyło. Dla przykładu mogę dać Luciena, który pognał po posiłki do wojny, która ich czekała, podobnie jak Aragon. Również opisy wojen i bitew podświadomie ukazywały mi się obrazy z "Władcy...". Nie mam tego za złe, ale to może jest tylko i wyłącznie moje odczucie.



Jedna rzecz, która mnie drażniła w paru momentach, to wprowadzenie wątków homoseksualnych bądź nawet biseksualnych. Nigdy chyba nie zrozumiem, po co coś takiego wrzucać w naprawdę ciekawą historię. Przez to Mor i jej pokrętna psychika, sprawiły że ta postać strasznie straciła w moich oczach i zastanawiałam się, po co autorka wrzucała coś takiego do treści... Może nie miała innego pomysłu, dlaczego Morrigan skacze z kwiatka na kwiatek?

Muszę przyznać, że w tej części bardzo podobała mi się postać Feyry - była zdecydowana, walcząca do ostatnich chwil, nie bojąca się przyznać, że czegoś nie jest w stanie zrobić. Polubiłam fakt, że nie była idealna, a jednak potrafiła stanąć w szeregu wraz z innymi fae. 
Poza tym na nowo spodobali mi się Lucien, Azriel czy nawet Amerena. O Rhysie nie wspomnę, ponieważ jest to postać, którą darzę niezmiennym uczuciem od pierwszego momentu jak się pojawił w całej serii, choć tu mamy ukazany na nowo jego obraz - potężnego księcia fae, który z namysłem i z rozwagą rządzi swoją krainą. Chcący za wszelką cenę doprowadzić do pokoju i zwalczyć większe zło, a przy tym pozostając tym samym Rhysem, który od czasu do czasu potrafi zażartować i posprzeczać się ze swoimi kompanami.

Żałuję tylko jednego. Szkoda, że wydawnictwo wydając tę pozycję nie pokusiło się o utrzymanie podobnego projektu okładki, jak w pozostałych powieściach. Troszkę drażniący jest grzbiet z cierniami, gdy w pozostałych dwóch mamy gładkie, czarne bez dodatków.


Moja ocena...


Mimo kilku lekkich drażniących elementów, muszę przyznać jednoznacznie, że ta część była najlepsza wśród wszystkich trzech tomów. Tylko przy niej potrafiłam uronić łzę w jednym momencie, a nie zdarza mi się to zbyt często - osoby czytające pewnie wiedzą, jaki fragment mam na myśli. A jeśli książka potrafi ze mnie wyciągnąć takie emocje, to gratuluje autorowi!
Moja ocena? 9/10! Polecam, sięgnijcie po całą serię, jeśli jeszcze jej nie czytaliście :)

A za możliwość przeczytania chciałabym podziękować Wydawnictwu Uroboros(czy tylko ja zauważyłam zbieżność nazw z lustrem z książki?)


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.