#90 "Złe serce" | L. Rayven


Autor: Leisa Rayven
Tytuł: "Złe serce"
Gatunek: romans
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 300


Cześć kochani,
po książkach "Zły Romeo" oraz "Zła Julia" czas na kolejną część od Leisy Rayven i Wydawnictwa Otwartego. Serdecznie zapraszam do lektury :)



"Jak szybko można się zakochać?W sekundę? W tydzień? W rok?To jak zapytać, ile trwa zasypianie. Niektórzy chrapią, kiedy tylko przyłożą głowę do poduszki. Inni godzinami leżą w ciemnościach i dopiero gdy gonitwa myśli na moment ustaje, wkrada się sen i wciąga ich w swoje odmęty."

Jak już wiecie, z Leisą Rayven miałam styczność wraz z poprzednimi częściami serii i autorka jest przykładem na to, że należy zawsze dawać szansę. Choćby ktoś się potknął raz, drugim razem padł na twarz, to z pewnością kiedyś nauczy się chodzić.

Nie będę ukrywać, początkowo podeszłam do najnowszej książki dość sceptycznie. Po słabym "Złym Romeo", troszkę lepszej "Złej Julii" bałam się, co teraz mnie spotka i czego się mogę spodziewać. Czy znowu będę musiała leczyć się z romansów jakimś dobrym thrillerem? A może rzucę książką o ścianę?
Na szczęście po dwóch wcześniejszych małych wpadkach Leisa wraca do nas z niezłym przytupem. Śmiem twierdzić, że "Złe serce" jest jej, póki co, najlepszą powieścią z gatunku typowo kobiecego.



Mamy tu przedstawioną historię siostry Ethana  - Elissy, która to już w poprzednich dwóch częściach zwróciła moją uwagę ciekawym charakterem. Twardo stąpająca po ziemi, lekko roztrzepana, stojąca zawsze gdzieś z tyłu - wśród ekipy technicznej; posiadająca konkretne przemyślenia i zasady. Bardzo mi się spodobała jako nakreślona postać i w "Złym sercu" mamy możliwość poznania jej dogłębniej. Jest bohaterką, której nie sposób nie polubić i się z nią nie zaprzyjaźnić.

"Świadomie można tylko próbować ignorować to, że nam kogoś brakuje. Sama tęsknota nie znika. Siedzi w człowieku jak ból zęba, tkwi głęboko w kościach, a ilekroć zapominasz, że wciąż trzeba się przed nią bronić, jej szemranie narasta w ryk tak głośny, że nie słyszysz już nic poza nim."

Autorka w tej części skupiła się przede wszystkim na wątku miłosnym - Elissy oraz Liama Quinna - aktora grającego w przedstawieniu na Broadwayu. Niewątpliwym atutem w lekturze są przeskoki czasowe, dzięki czemu mamy możliwość poznania dwójki bohaterów w zasadzie z dwóch perspektyw. Tej, jacy byli kiedyś i w obecnym czasie. Zmiana charakteru oraz możliwość porównania na przestrzeni lat ich cech charakteru i zachowań jest bardzo mocną stroną tej powieści.
Z pewnością też, na przyjemność z czytania wpływa fakt, iż główna bohaterka nie rzuca się od pierwszych stron książki na płeć przeciwną. Jest wręcz przeciwnie. Odnoszę wrażenie, że Leisa Rayven w "Złym sercu" bardziej skupia się na emocjach oraz płynnej linii narracyjnej, które to tworzą cudowny, klarowny obraz całości, z lekką dozą humoru i lekkości.

Narracja w tej części w zasadzie została utrzymana podobnie jak w książkach "Zły Romeo" i "Zła Julia", z perspektywy głównej bohaterki jako formy pierwszoosobowej. Znamy wszelkie emocje targające Elissą, która się niejako nimi dzieli z czytelnikami, wiemy o jej rozterkach uczuciowych a także sposobie myślenia.
"Każdy człowiek przynajmniej raz w życiu powinien przeżyć zawód miłosny, żeby stać się lepszą osobą.[...] ból utraty uczy nas czegoś o nas samych. Dodaje sił i wzmacnia odporność.[...]Złamane serce wcale nie uczy odporności. Uczy nas za to chronić swoją kruchość. Uczy strachu przed miłością. Podkreślając grubą czerwoną linią nasze błędy i porażki, drwi z naszej rozpaczy."

Dodatkowym atutem powieści są wplecione różne wątki nadające powieści smaczku. Mamy tu skrywaną latami tajemnicę, oczywiście są wątki miłosne nie tylko pomiędzy głównymi bohaterami, przyjaźni męsko - damskiej, ale także motyw zemsty czy odnajdowania się na nowo w dorosłym życiu.

Kolejnym plusem książki jest fakt, że tak naprawdę ta część jest jakby oderwana od poprzednich dwóch i jeśli nie zapoznaliśmy się z wcześniejszymi losami Ethana i Cassie, którzy w "Złym sercu" stali się postaciami prowizorycznymi, dosłownie w dwóch - trzech miejscach wspomnianymi, to nie jesteśmy zmuszeni do ich przeczytania. Jest to świetny zabieg, którym moim zdaniem autorka zaplusowała.



Ostatnim mocnym akcentem są cudowne cytaty, nad którymi niejednokrotnie spędzałam chwilę dłużej dumając i uświadamiając sobie, że większość z tych prawd zawartych w książce, jest w zasadzie wartych wprowadzenia w życie :)

"Najważniejsze to nie obwiniać się o coś, na co nie mamy wpływu. A nikt z nas nie ma wpływu na to, w kim się zakocha. Albo odkocha. [...] miłość jest jak lew w klatce: można ją pielęgnować, ale nie da się jej oswoić."

Podsumowując...

"Złe serce" urzekło mnie przede wszystkim postacią Elissy, która ciągnęła całą powieść i w sumie dzięki niej chciało się poznać dalsze losy tej historii. Uważam, że ta pozycja jest najlepsza z wszystkich wydanych i aż żal, że jest ostatnią. Moim zdaniem warta przeczytania i spędzenia nad nią kilku wieczorów. Daję jej bardzo mocną 8/10. Chciałabym dać więcej, ale Wydawnictwo Otwarte uraczyło mnie chwilę po przeczytaniu tej powieści, kolejną przecudowną powieścią, której opinią podzielę się z Wami wkrótce :)

"Miłość to kawał drania. Ma w nosie nasze plany. Nigdy nie przychodzi w wygodnym momencie. Zjawia się nieproszona i każe ci czuć, czy ci się to podoba czy nie. I nawet kiedy wiesz, że powinnaś przestać kochać, dalej cię trzyma."

A za możliwość przeczytania, chciałabym podziękować Wydawnictwu Otwartemu.


Obsługiwane przez usługę Blogger.