#92 "66 dusz" | M. Wieczorek



Autor: Mateusz Wieczorek
Tytuł: "66 dusz"
Gatunek: sensacja
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 460


Cześć kochani,
pierwszy raz przychodzę do Was z sensacją. Zaskoczeni? Bo ja także :) Zwyczajowo staram się trzymać ulubionych gatunków, ale od czasu do czasu nawet ja potrzebuję wyjść ze strefy komfortu i rzucić się w odskocznię, w której na co dzień nie gustuję. Czy "66 dusz" Mateusza Wieczorka było dobrą decyzją, aby się zaczytać i spędzić kilka wieczorów nad lekturą? Zapraszam do przeczytania opinii.

"W czasie kłamania człowiek odczuwa pewien dyskomfort, który przez mądrych ludzi został nazwany dysonansem poznawczym. W czasie jego trwania w twarzy kłamiącego można dopatrzyć się prawdy ukrytej pod mimowolnie wykonanymi gestami czy tikami."

Krótko o treści...

Będąc w Monako na pielgrzymce papież Rodrigo VI spotyka się ze starym przyjacielem - Levi Natanem, z którym jak zawsze postanawia rozegrać partyjkę pokera. Niestety na jego nieszczęście przegrywa Srebrne Lustro. Aby naprawić swój "błąd", papież postanawia wynająć grupę łowców, fałszerzy i złodziei, którym przewodzi Laurent Durentius. Udaje im się oszukać Levi, jednak ten a akcie zemsty wysyła za nimi Dana McAbre, który ma za zadanie odzyskać Lustro oraz pozbyć się rzezimieszków.


Moja opinia...

Z autorem "66 dusz" spotykam się po raz pierwszy i uważam, że było to całkiem udane poznanie się. Mateusz Wieczorek ma typowo męski styl prowadzenia akcji i narracji - jeśli mogę to tak określić. Nie boi się używać wulgaryzmów, wplatać w wątki mnóstwo czarnego czy wręcz sarkastycznego humoru, a przy tym w tak lekki i dość dosadny sposób prowadzić historię.

Ogromnym plusem tej powieści jest prowadzenie akcji w różnych sferach czasowych jak i oddanie charakteru miejsc. Kiedy znajdujemy się w Monako to wręcz czuć zapach nadmorskiego kurortu, innym razem przebywając w Watykanie wyczuwa się panujący ścisk przed wystąpieniem papieża. Akcja rozgrywa się powoli, momentami zbyt ślamazarnie, ale jednak po przeczytaniu całej powieści dostrzegam w tym swoiste plusy. Autor specjalnie nie narzuca nam tempa czytania, możemy się delektować przez kilka wieczorów stworzoną historią, która z pewnością nie sprawi, że o niej szybko zapomnimy.
Jedynym moim lekkim zastrzeżeniem w kwestii prowadzenia fabuły były za słabo zaakcentowane strefy czasowe, przez co wielokrotnie łapałam się na tym, że po przeczytaniu sporego fragmentu tekstu domyślałam się po pewnym czasie, że akcja dzieje się w przeszłości. Wprowadzało to lekki zamęt i chaos w lekturze, co oddziaływało w pewnym stopniu negatywnie na odbiór całej pozycji.

Warto zaznaczyć ciekawy dobór imion i nazwisk głównych bohaterów. Kiedy to Levi Natan czy Laurent Durentius brzmią jeszcze w miarę w cywilizowany sposób, tak Dan McAbre(kojarzący się z makabrą) czy Koffi Anal(zostawię jego nazwisko bez komentarza) przywodzą na twarz jedynie uśmiech rozbawienia. Wolałabym się chyba nie dowiedzieć czym kierował się Mateusz Wieczorek, kiedy wymyślał imiona głównym bohaterom :)



Mocną stroną tej książki jest humor, jaki się wplata pomiędzy wątki bądź w dialogach między postaciami. Były takie fragmenty w książce, że nie mogłam przestać się śmiać. Niektóre momenty tak absurdalnie śmieszne, że aż zastanawiałam się skąd autor znajdował pomysły na ich opisanie.
Fakt, jest w tej pozycji mnóstwo wulgaryzmów, ale nie wyobrażam sobie niektórych postaci bez rzucania mięsem na prawo i lewo. Nie oszukujmy się grupa Laurenta nie należy do świętoszków, więc i ich słownictwo musiało rzecz jasna zostać dopasowane do branży jaką się parali na co dzień.

Ostatnią rzeczą na jaką warto zwrócić uwagę, to niewątpliwie okładka tej pozycji. Lekko demoniczna, wręcz diaboliczna. Tak na prawdę po przeczytaniu całej powieści, mogę jednoznacznie stwierdzić że oddająca kwintesencję całej książki.


Moja ocena...

Początkowo podchodziłam do "66 dusz" Mateusza Wieczorka z pewną dozą sceptycyzmu i obaw, czy w ogóle tematyka zawarta w powieści będzie mi bliska. Po przeczytaniu całej książki uważam, że warto zwrócić uwagę na tę pozycję, choć przyznaję - młodszemu czytelnikowi może się nie spodobać. Lepiej dla samej książki i jej odbioru będzie, jeśli dojrzalszy i bardziej świadomy czytelnik po nią sięgnie. Nie jest to lektura dla każdego, ale ode mnie dostaje ona 8/10. Spędziłam przy niej kilka miłych wieczorów i choć nie była dla mnie ciężka, to wymagała pełnego skupienia. Jeśli kiedyś traficie na tę pozycję, to przeczytajcie, bo warto!

A za możliwość przeczytania chciałabym podziękować Wydawnictwu Novae Res.


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.