#113 Jej wysokość P. | J. MacGregor


Autor: J. MacGregor
Tytuł: "Jej wysokość P."
Gatunek: lit. młodzieżowa
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Kobiece | Young
Ilość stron: 440
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

Cześć kochani,
dawno nie było recenzji książki dla młodzieży, prawda? Dzięki Wydawnictwu Kobiecemu miałam ostatnio możliwość przeczytania właśnie takiej pozycji, ale czy był to trafiony wybór? Zapraszam do recenzji, za chwilkę się przekonacie :)



Krótko o treści...

Siedemnastoletnia Peyton jest naprawdę wysoką nastolatką. Dziewczyna ma 180 cm wzrostu, co uniemożliwia jej skuteczne wtopienie się w tłum i sprawia, że jest ciągle obiektem docinek i kpin. Codzienne życie utrudnia też wielki rodzinny sekret, który pogrzebał jej szanse na normalne dorastanie.
Zdeterminowana, aby zmienić swoje życie, decyduje się na przyjęcie zakładu. Jeżeli pójdzie na trzy randki i bal maturalny z kimś wyższym od siebie, wygra 800$, dzięki którym wyrwie się ze swojego koszmaru. Problem jej dość spory, bo na liście kandydatów znajduje się tylko pięć nazwisk, a chłopak, który wpadł jej w oko, umawia się z dziewczyną dużo niższą od Peyton…
(opis pochodzi ze strony Wydawnictwa Kobiecego)

"Jeśli człowiek nie potrzebuje innych ludzi, nie jest tak bardzo wystawiony na ciosy. Będąc całkowicie niezależnym, nie można zostać tak głęboko zranionym."

Moja opinia...

W zasadzie "Jej wysokość P." jest debiutem autorki na polskim rynku, co nie oznacza że Joanne MacGregor jest totalną debiutantką. Da się to z pewnością wyczuć podczas czytania jej powieści. 
Jej styl pisania jest optymalnie lekki i przystępny, choć z początku dialogi pomiędzy postaciami były dla mnie zbyt drętwe oraz wymuszone. Na szczęście im dalej wgłębiałam się w treść, tym z każdą kolejną stroną historia się rozkręcała, a i dialogi stały się milsze i przyjemniejsze.

Autorka zdecydowała się na zastosowanie narracji pierwszoosobowej, z perspektywy naszej głównej bohaterki - Peyton. Wydaje mi się, że był to udany zabieg, z tego tytułu że możemy wyczuć emocje targające postacią w bardzo trudnych sytuacjach. Niekiedy są one dość przytłaczające, innym razem można się w duchu zaśmieć z perypetii nastolatki. 

"Człowiek uczy się żyć z żałobą, próbuje sobie z nią radzić, wznosić się ponad nią, aż pewnego dnia nowe życie i miłość jakie zbudował, stają się większe od bólu i pustki. Nie można wrócić do poprzedniego życia, ale jeśli znajdzie się wewnątrz siebie odwagę, istnieje szansa na stworzenie sobie czegoś dobrego."

Niestety, ale powieść jest momentami dość schematyczna, taka jak dla typowych amerykańskich książek czy filmów dla młodzieży. Mamy zakład o dość sporą sumę pieniędzy, a przez to są tajemnice, emocje, intrygi. I mimo że mamy to uczucie, iż już kiedyś się z tym zetknęliśmy, to jednak wewnętrzna potrzeba, aby dowiedzieć się jak całość się zakończy przypiera nas do czytania i wertowania kartek. Dla mnie to było niemałe zaskoczenie, bo przez pierwszą połowę wielokrotnie chciałam po prostu odłożyć tę książkę na bok i o niej po prostu zapomnieć, było zbyt wiele negatywów, jednakże z perspektywy czasu cieszę się, że tego nie zrobiłam. Druga część jest przyjemniejsza, przez co ciężko się od tej pozycji oderwać.



Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie wykreowana główna postać - Peyton. Podziwiam ją za siłę jaką w sobie posiadała, aby pomimo dość oczywistych przeciwności losu, potrafiła zawalczyć o siebie oraz o swoje marzenia. Brnęła do przodu. Oczywiście ta siła nie pojawiła się od razu. Walka jaką musiała stoczyć z otoczeniem, wielokrotnie doprowadzała do tego, że bardzo jej kibicowałam w duchu. Czasem tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, że słowem można również sprawić ból drugiej osobie.
Podobała mi się jej przemiana, w której dopomógł Jay. Myślę, że po części to, jaką stała się osobą, miało miejsce właśnie dzięki temu chłopakowi. Z początku Peyton była zamknięta w sobie, wręcz zakompleksiona w związku z dość nieprzeciętnym wzrostem, pod koniec powieści można jednoznacznie stwierdzić, że dzięki roli jaką odegrał w jej życiu Jay, dziewczyna stała się otwartą, pewną siebie młodą kobietą.

Jednak musi się pojawić łyżka dziegciu. Jej relacje z matką pozostawiają wiele do życzenia, a raczej to jak się Peyton do niej odnosiła. Mogę oczywiście zrozumieć, że jej zachowanie wynikało z bezradności w stosunku do zaburzeń psychicznych rodzicielki, jednak nie jestem w stanie sobie wyobrazić, aby w tak perfidny sposób ranić jedyną osobę(nie licząc przyjaciółki), która stała po jej stronie. 

Ale może gdyby nie te wady, postać Peyton byłaby zbyt wyidealizowana?



"Jej wysokość P." jest powieścią, która zdecydowanie oczaruje młodsze grono czytelników. Na swój sposób jest zabawna, a jednocześnie nakreśla kilka problemów, z którymi młodzi ludzie muszą sobie podołać: akceptacja wśród rówieśników, kompleksy, poradzenie sobie z problemami, a w końcu wskazuje, że tak naprawdę każdy z nas ma jakieś tajemnice, które są skrywane głęboko w nas i tylko od nas samych zależy czy będziemy w stanie im sprostać.

"normalność [...] była tylko pojęciem statystycznym, wygładzeniem wszelkich różnorodnych i interesujących permutacji, aż do wypośrodkowania tak uogólnionego, żeby nie dziwił ani nie szokował. I nie zachwycał.Normalność była miła. Normalność była nijaka. Normalność była cholernie nudna. To nasze różnice, nasze odcienie szaleństwa sprawiały, że każde z nas było wyjątkowe, niepowtarzalne i fascynujące."

Moja ocena...


Choć z początku nie mogłam się wkręcić w "Jej wysokość P.", to po skończeniu czytania żałowałam, że tak naprawdę to już koniec. Pozycja ta, w wielu aspektach pozytywnie mnie zaskoczyła, natomiast w kilku fragmentach nie do końca mnie przekonała. W dość schematycznej treści zostało poruszonych wiele dość trudnych, ale też ważnych tematów, stąd moja ocena tej książki to będzie bardzo mocne 7/10

Przeczytacie tę pozycję? A może już jesteście po lekturze? Dajcie znać w komentarzach :)


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.