#138 King | T. M. Frazer


Autor: T. M. Frazer
Tytuł: "King" 
Gatunek: romans
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 336
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka

Cześć kochani,
dziś mam dla Was opinię książki, która mnie nie zachwyciła i raczej nie sięgnę po kolejną powieść z tej serii. Serdecznie zapraszam do lektury.



Krótko o treści...


King właśnie wyszedł z więzienia i bez wątpienia nie warto z nim zadzierać. Reprezentuje mroczny świat przestępców, jest bezwzględny dobrze wie, że nikt mu nie podskoczy.
Dla Doe ulica jest codziennością. Bezdomna dziewczyna straciła pamięć, jest zdesperowana, głodna i niepewna swojej przyszłości. Razem z koleżanką, Nikki wybierają się na imprezę z okazji wypuszczenia Kinga z więzienia. Doe jest tak zdesperowana, że jest gotowa zrobić wszystko, byle tylko przeżyć kolejny dzień.
Przyszłość Kinga właśnie się waży, a Doe najpierw musi odkryć tajemnice własnej przeszłości. Kiedy bohaterowie się spotkają, nauczą się, że czasem rozsądek, pożądanie i serce w ogóle nie chcą współpracować.
(opis pochodzi ze strony Wydawnictwa Kobiecego)

Moja opinia...


Zważywszy na to, że książkę wygrałam w rozdaniu instagramowym taniejksiazki, stwierdziłam, że mimo wszystko ją zrecenzuję.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie jestem fanką erotyków — a już szczególnie takich, gdzie w pierwszej scenie autor decyduje się na scenę łóżkową. W książce „King” na szczęście musiałam chwilę na to zaczekać i za to dostaje plusa.



Co prawda, pozycja ta, jest napisana lekko i w zasadzie przyjemnie, a sama akcja jest nieszablonowa i może w niektórych momentach nawet zaskakiwać, jednak ilość błędów — literówek, była dla mnie nie do zniesienia. W pewnym momencie musiałam spojrzeć na stopkę, aby zobaczyć, kto zajmował się korekcją tekstu, bo miałam wrażenie, jakby książka nie przeszła w ogóle korekty albo było to zrobione po prostu niechlujnie. Nie ma dla mnie nic gorszego, jak wzrok skupiający się na błędach zamiast na akcji. Zdecydowanie to, co do mnie przemówiło, to zakończenie — trzymające w napięciu, pojawiających się co raz więcej niespodzianek i sprawiło, że rzeczywiście mogłabym sięgnąć po następną część tej historii... Ale tego nie zrobię.

Muszę przyznać, że bohaterowie w powieści „King” są jacyś — zdefiniowani, mający własną przeszłość, momentami zabawni. Szczególnie King, którego można polubić, za pewną niedostępność i tajemniczość przypadł mi do gustu, jednak Doe sprawiała wrażenie spłoszonego zwierzęcia spuszczonego ze smyczy, a jej przemyślenia niejednokrotnie były zdecydowanie zbyt dziecinne i niedojrzałe — autorka decydowała się przy niej na zbytnią melancholię, co mnie osobiście odpychało od tej postaci i drażniło.

Skoro książka lekko podpada pod erotyk nie sposób nie wspomnieć o scenach łóżkowych, których opisy były sztywne, jakby ktoś rąbał drewno siekierą. Zero polotu i wyobraźni - tu autorka zdecydowanie poległa i widać pewnego rodzaju niedoświadczenie pisarskie.

Rzeczą, jaka najbardziej mnie odpychała podczas czytania i trzymania tej książki była okładka. Wręcz nie trawię tego typu okładek, które odejmują nam — czytelnikom, nutę tajemniczości i magii w postaci tworzenia własnego obrazu danej postaci. Dla mnie to jest ogromny minus tej powieści.





Moja ocena...

Będąc totalnie uczciwą dawno nie czytałam tak beznadziejnej książki, w której brakowało akcji i polotu - nie licząc zakończenia. Myślę, że naciągnięte 4/10 będzie idealną oceną dla tej powieści, którą postaram się jak najszybciej zapomnieć. Nie polecam.

Dajcie znać w komentarzach czy przeczytaliście i czy Wam ta powieść się spodobała :)

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.