#143 Oblubienica morza | M. C. Corasanti, J. Kanj


Autor: M. C. Corasanti, J. Kanj
Tytuł: "Oblubienica morza" 
Gatunek: obyczaj
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 416
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska

Cześć kochani,
tak jak pewnie większość z Was, uwielbiam od czasu do czasu sięgnąć po coś do czytania, dzięki czemu wyjdę ze strefy komfortu i poczuję takie emocje, o których istnieniu powoli moja pamięć by zacierała. Nigdy bym nie przypuszczała, że akurat taki gatunek i ta konkretna pozycja wykreują we mnie takie odczucia! Jesteście ciekawi opinii? Zapraszam :)


Krótko o treści...

Cztery różne osoby. Jedna historia o ojczyźnie i miłości ponad podziałami.
Sara zostaje wypędzona z Rosji z powodu żydowskiego pochodzenia. Próbuje ułożyć sobie nowe życie w Palestynie. Pracując jako pielęgniarka, poznaje lekarza, Yousefa. Na drodze ich miłości stają różnice w pochodzeniu i narastający konflikt palestyńsko-izraelski.

Ameer mieszka w obozie dla uchodźców w Libanie. Udaje mu się wyjechać do USA, gdzie rozpoczyna nowe życie jako naukowiec. Wciąż jednak ścigają go echa przeszłości.

Rebeka, osiemnastoletnia Żydówka, sprzeciwia się złemu traktowaniu arabskich społeczności przez jej rodaków. Zrywa ze swoim despotycznym narzeczonym. Nie spodziewa się jednak, jak straszne mogą być tego konsekwencje.
Ich losy łączą się, tworząc przejmującą opowieść - podróż przez pokolenia i kontynenty, historię o tej samej ziemi po obu stronach konfliktu.

Moja opinia...

Przyznaję, zanim zgłosiłam chęć recenzji "Oblubienicy morza" zrobiłam krótkie badanie na temat autorów powieści. nie czytałam książki "Drzewo migdałowe", którą napisała wcześniej Michelle C. Corasanti, ale jeśli jest choć w minimalnym ułamku tak ciekawie skomponowana, a bohaterowie w równie cudowny sposób wykreowani, to z pewnością wkrótce i po nią sięgnę.

"Życie wdepcze cię w ziemię, jeśli mu na to pozwolisz. Ale musisz się nauczyć podnosić po każdym ciosie. Tak właśnie robią zwycięzcy."

Zdaję sobie sprawę, że treść może nie znaleźć wielu zwolenników wśród polskich czytelników, bo jest to przede wszystkim trudne zetknięcie się z rzeczywistością jaka panuje obecnie na Bliskim Wschodzie. Mnie osobiście tło książki, czyli konflikt palestyńsko - izraleski wręcz zachęcił do przeczytania "Oblubienicy morza", ponieważ przy takich tematach zawsze pojawiają się rozterki natury moralnej, rodzinnej czy też egzystencjalnej.



Piękne jest to, że zarówno Izraelka jak i Palestyńczyk, nie patrząc na przeszłość potrafili połączyć siły i stworzyć tak wyborną powieść: pełną ładunku emocjonalnego - całej palety barw odczuć. Język jest lekki, przyjemny. Bardzo podobały mi się obco brzmiące wstawki, które tylko dodały charakteru podczas czytania. Wydawnictwo zadbało również o dość dużą czcionkę, która w żaden sposób nie męczy czytelnika.

Podczas lektury ciężko dostrzec, aby książka została napisana przez dwie osoby. Narracja do tego stopnia zespala się w jedność, że jest to wręcz trudne do dostrzeżenia, aczkolwiek jest ona zarówno jednoosobowa jak i trzecioosobowa - w zależności, który z bohaterów wychodzi na pierwszy plan i którego to historię będziemy aktualnie podczytywać.
Należałoby w tym miejscu na chwilę się zatrzymać i wspomnieć właśnie o postaciach występujących w pozycji.

W "Oblubienicy morza" mamy cztery postaci pierwszoplanowe - Sara, Yousef, Ameer oraz Rebeka. Każda z nich tworzy osobą powieść/historię, której wątek jest w bardzo inteligenty sposób prowadzony i ciągnie za sobą mnóstwo bohaterów pobocznych.
Mimo że są cztery postaci, to tak naprawdę w książce znajdują się dwa obszary czasowe - lata 30te oraz 80-90te XX wieku. Jest to o tyle atrakcyjny zabieg, że mamy możliwość dostrzeżenia zmian jakie zaszły nie tylko podczas nasilającego się konfliktu izraelsko - palestyńskiego, ale również w samych ludziach - ich głębokich ranach jakie z biegiem lat się rozrosły, a mimo to nieliczni potrafili odnaleźć w sobie człowieczeństwo oraz uczucia wyższe.
Co jest bardzo ciekawym elementem to to, że cztery wątki są ciągle jakby obok siebie. Gdzieś macki przeszłości dotykają każdą z postaci i co jest może po części lekko przewidywalne, to wszystkie te wątki na sam koniec tworzą jedną, przepiękną historię.

"Jeśli chcesz coś zmienić, wejdź tak wysoko, jak tylko jesteś w stanie, a potem zapal światło."

Dawno nie czytałam książki, podczas lektury której chciałabym ją odrzucić, nie ze względu na to, że była słaba, ale właśnie przez emocje jakie wewnątrz mnie potrafiła rozbudzić. "Oblubienica morza" targa nami jak przysłowiową flagą na wietrze. W środku znajdziemy istną karuzelę emocjonalną, prowadzącą od nienawiści(tło historyczne), przez złość na los jaki dopadł bohaterów, a kończąc na łezce wzruszenia, że mimo przeciwności ze strony rodzinnych niesnasek/uprzedzeń czy też polityki toczonej na wyższych szczeblach, ludzie pozostają tylko ludźmi i są w stanie sobie wybaczyć błędy przeszłości.
Osobiście przez długi czas podczas lektury nasuwało mi się jedno porównanie - "Oblubienica morza" jest luźną interpretacją "Romea i Julii", z tym że bardziej namacalną, o problemach, jakie mogą nas dotknąć z dnia na dzień. Jest również powieścią o walce o siebie, ale także o wybaczaniu.

Moja ocena...

Jak dla mnie? 10/10! Książka ta z pewnością trafi na półkę moich ulubionych pozycji. Jest to naprawdę przepiękna historia, nie tylko dla fanów książek z tłem wojenno - politycznym.
Szczerze i z całego serca polecam! Przeczytajcie koniecznie, a nie pożałujecie.

A za możliwość przeczytania chciałabym podziękować Wydawnictwu SQN.


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.