The kissing booth vs To all the boys I've loved before



Ostatnimi czasy Netflix zaskakuje mnie dosyć wysokim poziomem swoich produkcji oraz tym, że zaczyna się kierunkować względem młodszego widza, co jest zrozumiałe ze względu na zastrzyk finansowy, jaki niewątpliwie ta grupa wiekowa może im przysporzyć. Dlatego też zdecydowałam się porównać dwa filmy z ostatniego półrocza. Oba powstały na podstawie książek, które w blogosferze oraz na bookstagramie nie przeszły bez echa.
Zdaję sobie sprawę, że to porównanie może nie być do końca obiektywne, bo nie miałam okazji przeczytać książki The kissing booth, natomiast w przypadku To all the boys... przed obejrzeniem filmu zapoznałam się z twórczością Jenny Han. Postaram się jednak w tym przypadku rozgraniczyć filmy oraz książki.

Zacznijmy może od trailerów i od treści.


 

Oba filmy są zdecydowanie skierowane do młodzieży licealnej, która jest w ostatnich klasach. Niby są przed ważnym zakończeniem pewnego etapu w nauce, z drugiej zaś zauważalny jest trend, iż najistotniejsze dla nich są zauroczenia, zakochania oraz... zabawa. Niby okej, bo jeśli spojrzymy wstecz, to od zawsze twórcy filmów dla nastolatków właśnie w ten sposób zaginali rzeczywistość.

W obu przypadkach główną postacią jest młoda dziewczyna z pewnymi problemami. Wyczuwalny jest brak kobiecego wzoru do naśladowania w ich otoczeniu, przez co dziewczyny są w pewnym stopniu zagubione i muszą same poradzić sobie z troskami. W obu przypadkach sprawa również rozchodzi się o chłopaka, w którym się zadurzają. Oczywiście, wątki te są przeurocze, dość cukierkowe i nie skłamię jeśli stwierdzę, że miałam momenty, aby wrócić do czasów nastoletnich. 

 
Zdjęcia pochodzą z bazy IMDb.

W sytuacji głównych aktorek należy zrobić pewną pauzę i zatrzymać się na moment. Zostały tak świetnie dobrane, że muszę przyznać, iż spece od castingów odwalili kawał dobrej roboty. Zarówno Joey King(The kissing booth) jak i Lana Condor(To all the boys...) skradły w całości moje serce. Ich mimika twarzy, drobne gesty, czy też gra aktorska... Nie dawało się w tym aspekcie wyczuć ani krzty sztuczności. Jakby te role były napisane specjalnie dla nich - jakby one były właśnie tymi postaciami.

W obu filmach mamy przykłady tzw. trójkątów, gdzie jest jedna dziewczyna oraz dwie postaci męskie. W The kissing booth są to bracia, natomiast w To all the boys spotykamy się z sąsiadem głównej bohaterki oraz kolegą z dzieciństwa. Do tego należy wspomnieć, iż w obu filmach pojawia się wątek tajemniczości - sekretnego układu pomiędzy postaciami, który to dodaje pewnego smaczku w głównym plocie.

Bardzo fajne było to, że The kissing booth jak i To all the boys nie były nachalne oraz ciężkie. Pojawiał się lekki humor, niewymuszony, przez co w obu przypadkach można było się świetnie bawić i nie czuć presji oraz znużenia. 

W kwestii aspektu, który z tych filmów był bardziej "ambitny"(choć ciężko mówić o czymś takim w lekkich filmach dla młodzieży) bądź też bardziej wymagający, muszę postawić szalę zwycięstwa dla To all the boys. Wydaje mi się, że budka z całusami była zabawna i dość słodka, ale to listy w głównej mierze mnie totalnie urzekły, choć momentami i ten element wydawał mi się mocno naciągany, a tłumaczenie głównej bohaterki dość... pokrętne :)

Z drażniących aspektów, to w The kissing booth denerwowała mnie różnica wzrostu pomiędzy głównymi postaciami. Niby między Joey a Jacobem jest tylko 30cm różnicy, ale przy różnych scenach pocałunków bądź gdy szli obok siebie wyglądało to przekomicznie - jakby Jacob miał siostrę, którą odprowadza do przedszkola.
Natomiast w To all the boys najbardziej mnie denerwowała kolorystyka filmu - był jak dla mnie za bardzo niebieski. O rozbieżnościach z książką nie będę wspominać - tak jak napisałam na wstępie, ale też mnie strasznie denerwowały.

I już na sam koniec, uważam że warto zwrócić uwagę na aktorkę grającą w To all the boys postać Kitty Covey - jest to młodziutka aktorka Anna Cathcart, która świetnie wpisała się w styl filmu i idealnie odegrała postać. Właśnie taką sobie wyobrażałam Kitty, kiedy czytałam książkę!

Podsumowując...

Jeżeli szukacie filmu lekkiego, niewymagającego, ale jednocześnie wciągającego lub tęsknym wzrokiem spoglądacie do czasów nastoletnich, to zdecydowanie polecam oba filmy. Zarówno przy "The kissing booth" jak i "To all the boys I've loved before" fajnie się bawiłam i zdecydowanie szybko mi przy nich minął czas. Oba na filmwebie dostały 6/10 co oznacza niezłe produkcje, bo właśnie takie były. 

Oglądaliście oba filmy? Jakie macie zdanie o obu produkcjach?

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.