#151 Między niebem a niebem | J. O'Sullivan


Autor: J. O'Sullivan
Tytuł: "Między niebem a niebem" 
Gatunek: literatura młodzieżowa
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilość stron: 304
Tłumaczenie: Patryk Dobrowolski

Cześć kochani.
dziś postanowiłam wrócić z recenzją do literatury młodzieżowej, której ostatnio u mnie jest w bród. Nie będę Was zanudzać wstępem, więc zapraszam kilka linijek w dół ;)



Krótko o treści...

Huragan Katrina pustoszy dotychczasowe życie Evangeline.
W Luizjanie wybucha alarm ostrzegający przed huraganem. W tym rejonie są one częste, więc wszyscy wiedzą, co należy robić i jakich procedur przestrzegać. Mieszkańcy małego miasteczka Bayou Perdu wsiadają do samochodów i ruszają w bezpieczne miejsca – do moteli, rodzin, przyjaciół mieszkających poza zagrożonym terenem. Rodzina szesnastoletniej Evangeline udaje się do Atlanty, gdzie mieszka siostra mamy. Dzień później już wiedzą… nie mają do czego wracać. Ich miasteczko zostaje całkowicie zniszczone. Wśród chaosu i bólu pojawia się Tru – uchodźca, początkujący bluesman. Czy okaże się balsamem na obolałe serce Evangeline?

 "Zawsze będą wokół nas ludzie, którzy mają więcej niż my, oraz tacy, którzy mają mniej. Nie można ciągle oglądać się za tym, czego nam brakuje. "

Moja opinia...


"Między niebem a niebem" jest jedną z tych pozycji, po przeczytaniu opisu mamy jednoznaczną ochotę, aby sięgnąć po daną lekturę. I tak właśnie było ze mną. Bardzo spodobała mi się w nim tematyka huraganu Katrina oraz próby odnalezienia się na nowo w świecie.



J. O'Sullivan ma bardzo lekki styl pisania, który sprzyja tempu czytania. W tekście pojawia się mnóstwo dialogów, rozmów pomiędzy bohaterami, dzięki czemu nie ma uczucia znużenia, a przez pozycję dosłownie przepływamy. 
Książka "Między niebem a niebem" nie należy do grubasków, ale za to treść w środku sprawiała, że kilkukrotnie musiałam się zatrzymać i zastanowić. Nie czułam ogłupienia, choć kilkukrotnie zastanawiałam się, w jakim kierunku dąży autorka, czy też co chce osiągnąć prowadząc w taki a nie inny narrację. A narracja jest pierwszoosobowa - z perspektywy Evangeline, której świat przewraca się o 180 stopni. Musi na nowo odnaleźć się w świecie, nowym mieście, który nie do końca się jej podoba. Tęskni za tym, co było. Za domem, za ludźmi, za starą szkołą... 

Myślę, że autorka świetnie oddała charakter Luizjany - lekko senny, z bluesowym tłem, gdzie łowi się raki, a tereny są podmokłe. Powiem więcej, dzięki specyficznemu charakterowi książki, byłam w stanie przenieść się w wyobraźni do opisanego rejonu. 
Ale też oprócz piękna jakie w sobie ma Luizjana, natura pokazała swoje gorsze oblicze. Bardzo interesujące było to, w jaki sposób autorka opisała przeżycia wewnętrzne głównej bohaterki - obraz straty, tęsknoty, ale też próby poradzenia sobie z samotnością i powstania z kolan utraty dobytku czy też pierwszych oznak depresji. 

Ta książka to nie tylko przykre i dołujące emocje. To też pierwsze zauroczenia i nici przyjaźni, to wspomniana już tęsknota za czymś niedościgłym, za czasami sprzed huraganu. 
Bardzo mi się podobało w tej pozycji to, że autorka potrafiła dawkować emocje i je przeplatać, aby za bardzo nie zdołować czytelnika.

I chyba na przekór treści, Wydawnictwo Zielona Sowa, zdecydowało się na tak jaskrawą i optymistyczną okładkę, bo nie widzę innego wytłumaczenia na tak jaskrawą kolorystykę, która moim zdaniem przedstawia zachód słońca odbijający się w wodzie ;) 

Moja ocena...

Książka jest bardzo przyjemnie napisana, opierająca się na emocjach, a przez to niekiedy melancholijna. Moim zdaniem warta uwagi i jak tylko będziecie mieć chwilę wolnego czasu, to zdecydowanie zachęcam do jej sięgnięcia. "Między niebem a niebem" J. O'Sullivan zasługuje na mocne 7/10

A za możliwość przeczytania i zrecenzowania, chciałabym podziękować Wydawnictwu Zielona Sowa.



Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.