#152 Tylko twój | V. Keeland


Autor: V. Keeland
Tytuł: "Tylko twój" 
Gatunek: literatura erotyczna
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 304
Tłumaczenie: Gabriela Iwasyk

Cześć,
dziś na tapecie będzie erotyk, który otrzymałam dzięki współpracy z portalem alimero.com
Czy będzie to książka, na której się nie zawiodę? Czy pozytywne opinie w internecie pokryją się z tym, co zastanę w środku?
Zapraszam do lektury.

Krótko o treści...

Gorący playboy i milioner, który może być kimś więcej niż tylko letnim romansem
To miał być wymarzony miesiąc miodowy. Turkusowa woda, spacery w blasku księżyca, gorące słowa i gorące chwile z ukochanym mężczyzną. Do pięknego obrazka zabrakło tylko… pana młodego.
Sydney zerwała z narzeczonym dwa miesiące przed wymarzonym ślubem. Nie zamierza jednak rezygnować z miesiąca miodowego i wyrusza z przyjaciółką na wakacje.
Na miejscu poznaje Jacka, z którym spędza kilka upojnych i niezobowiązujących chwil. Sydney nie spodziewa się, że letni flirt przerodzi się w coś więcej. Jednak Jack jest typem faceta, o którym niełatwo zapomnieć.


Moja opinia...


Z Vi Keeland jest to moja pierwsza styczność. Po wielu zachwytach tą autorką postanowiłam sprawdzić na własnej skórze, jak to z nią tak naprawdę jest. Zachęcona fajną, letnią okładką oraz kilkoma opiniami, stwierdziłam - "a co mi tam, raz się żyje" i po raz drugi postanowiłam sięgnąć po erotyk wydany przez Wydawnictwo Kobiece, tym razem padło na tytuł "Tylko twój".

Kilka początkowych stron zasiało w mojej głowie lekki chaos i znużenie. Nic w zasadzie się nie działo, aż do momentu, kiedy w fabule pojawił się tajemniczy, ale też jakże by inaczej - zabójczo przystojny - Jack. Od tego momentu główna bohaterka dostaje przysłowiowej "kocimiętki" w stosunku do mężczyzny i staje się płytka, bezbarwna, a jej problemy z zaufaniem wydają się wręcz śmieszne. Rzuca się na głęboką wodę w postaci jego ramion i w zasadzie tyle widzieliśmy osobę myślącą.

Moim zdaniem na rynku wydawniczym jest obecnie zbyt dużo erotyków, których pierwowzorem był Grey. W zasadzie każda nowa książka opiera się na podobnych schematach - ona zagubiona, często biedna, on - bogaty, wpływowy, z charakterem samca alfa. Zwykle przez przypadek wpadają na siebie, przez przypadek on wybiera akurat ją i przez przypadek uprawiają seks w najdzikszych miejscach oraz pozycjach. W międzyczasie wychodzą jakieś tajemnice(albo z jej albo jego strony), aby na koniec całość skończyła się ślubem(choć autorka w "Tylko twój" zostawiła sobie w tym temacie pole na następną część). Po dwóch, trzech książkach tego typu, czytelnik ma po prostu dość. Pozycja jest zbyt oczywista, wręcz banalna i wszystko zmierza w jednym, znanym nam kierunku.



W książce "Tylko twój" Vi Keeland brakuje równowagi pomiędzy fabułą a scenami łóżkowymi. Te drugie stanowią jakieś 80 procent treści i z czasem po prostu przekartkowywałam książkę zamiast ją czytać. Miałam po prostu dość przeżyć wewnętrznych głównej bohaterki opartej na jej "clitoris".
Niestety, ale pozycja ta ma ogrom powtórzeń(nie jestem pewna czy to wynika z braków językowych autorki, czy też tłumacza), język jest prosty - choć wolałabym napisać, że momentami wręcz prostacki. Na szczęście całość czyta się dość szybko i podchodząc do tej książki, trzeba być nastawionym jedynie na rozrywkę.

Zdecydowanie jest to pozycja skierowana do pań, które lubują się w literaturze erotycznej. Ja niestety do takich osób nie należę, choć od czasu do czasu lubię urozmaicić sobie aktualną listę czytelniczą. Na pewno nie będzie to książka, która zostanie przeze mnie zapamiętana na długo.

Ogromnym plusem tej powieści jest zdecydowanie okładka. Fajna, wakacyjna, oddająca charakter treści - przynajmniej pierwszej połowy - bez napompowanego macho; choć nie pamiętam, aby główny bohater wylądował w wodzie.

Moja ocena...

5/10 będzie i tak lekko zawyżoną oceną. Następnym razem będę uważniej dobierać tytuł do recenzji i bardziej będę ufać intuicji, bo ostatnimi czasy jest tak, że średniaki są pakowane w okładki estetyczne, ładnie mrugające w naszą stronę, a co ciekawsze tytuły przechodzą bez echa... Nie jestem pewna, czy jeszcze kiedyś spróbuję przeczytać ponownie cokolwiek, co wyjdzie spod pióra Vi Keeland.

A za możliwość przeczytania i recenzowania chciałabym podziękować alimero.com



Czytaliście coś tej autorki? Podobało się Wam? 

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.